ART IN POLAND
  • Home
  • EN
  • FR
  • PL

Zapomniane portrety - Wprowadzenie - część B

2/23/2022

 
Wpływy włoskie, gospodarka i system polityczny
Następcy Jagiellonów, Wazowie, przenieśli punkt ciężkości mecenatu artystycznego na północ, wspierając malarzy flamandzkich i holenderskich oraz nabywając luksusowe towary i sztukę w Niderlandach, ale wpływy włoskie były nadal silne. „Naród włoski, od którego otrzymaliśmy religię, literaturę, dobre sztuki i sprzęty bardziej eleganckiego życia Sarmatów, jest najbardziej zasłużony” (Natio Jtalica optime de nobis merita est, a qua religionem, literas, bonas artes, ac elegatioris vitae apparatum Sarmatae accepimus), pisał w liście z 1601 roku kanclerz wielki Jan Sariusz Zamoyski (1542-1605) do papieża Klemensa VIII.

Poseł wenecki Pietro Duodo (1554-1610), mianowany w 1592 r. ambasadorem nadzwyczajnym w Polsce-Litwie, w swoim raporcie dla Senatu Weneckiego opisuje gospodarkę i zwyczaje kraju, a także członków rodziny panującej. O bogactwie miasta Gdańska dodaje: „Król Hiszpański Filip II. wielkie z miasta tego ciągnie posiłki, nietylko w zbożu, ale w drzewie do budowy Okrętów i ammunicyach wojennych, budują nawet Gdańszczanie dla flotty jego Okręta. Elżbieta Królowa Angielska wszelkiemi starała się sposobami handlowi temu zapobiedz, lecz umieją Gdańszczanie uchronić się przed czujnością Anglików, oddalając się od brzegów Anglji, okrążając w żeglugach swoich same szranki północnej Szkocyi. Ządała Elżbieta by Król Duński zamknął im ciaśninę swą Sund, ale Monarcha ten największe mając z ceł Sundu tego dochody, niechce się zrzec ich by się tylko Królowej podobać. Nadto, Król Duński w powinowactwie jest z Królem Szkockim, który podług wszelkiego podobieństwa wstąpi na tron Angielski. Królestwo Polskie obfituje aż do zbytku we wszystkie życia potrzeby, schodzi mu tylko na winie, które bogaci tylko pić mogą: jeden bowiem Oxeft kosztuje 200. Szkudów. Wino to wychodzi z Węgier, Austryi, Friolu, Kandyi [Krety], i prowadzone jest jedne przez Gdańsk, drugie przez Carogród [Stambuł] Dunajem.

[...]

Niezmierne są siły wojenne Królestwa tego, cała bowiem Szlachta, obowiązaną jest w czasie wojny służyć konno; kto sam iść nie może, musi kogo zdatnego na miejsce swe posłać. Liczba tej jazdy wynosi do 250,000.

[...]

Dawniejsi Królowie, chcieli utwierdzić [ufortyfikować] Kraków, lecz sprzeciwili się temu Polacy, mówiąc, że piersi ich staną za fortecę, a niechcą żeby miano gdzie ich zamykać.

Co do Religji, prawa, S. Wiara Katolicka najwięcej ma czcicielów, wszystkie inne atoli mają tutaj pewne schronienie. Lud pospolity, mianowicie w Litwie i południowych prowincyach, idzie za obrządkiem greckim. Liczni są Kalwini i Lutrzy, lecz najliczniejsi Żydzi, dla tego, że Szlachta wstydzi się handlu, wieśniacy zbyt ciemni i uciśnieni, mieszczanie zbyt leniwi, cały handel Polski, jest w ręku żydowskich. [...] Powiadano mi, że w Wilnie, znajduje się 72. rozmaitych wyznań, w Litwie i na Zmudzi znajdziesz jeszcze ostatki bałwochwalstwa: czczą tam małego węża czarnego.

[...]

Dochody Króla Polskiego przynoszą mu 950,000. Szkudów, to jest 500,000. z Polski, 450,000. z Litwy. Z tych pieniędzy Król utrzymuje Poselstwa, twierdze, mosty i drogi. 

[...]

Polacy mają własny swój ubiór, zbliżający się do Węgierskiego, żyją rozkosznie, lecz zawsze noszą oręż. Co do osoby Królewskiej [króla Zygmunta III], jest to Pan ten średniego wzrostu, powagi Majestatycznej, liczy 24. lat, włosów jasnych, rozsądny, ostrożny, lecz w sztuce panowania nie bardzo biegły. Jest on wnukiem Gustawa Wazy, po Matce [Katarzynie Jagiellonce] idzie z krwi Jagielońskiej. Zyje jeszcze Ciotka Królewska, Królowa Anna, żona Stefana Batorego, żąda ona mieć pierwszeństwo przed panującą Królową. Ztąd poszło, iż gdym szedł z czołobitnością moją do młodej Królowej, spotkało mię kilku dworskich i chciało zaprowadzić do Królowej Ciotki, lecz ja nieposzedłem, co bardzo miło było Królowi, który pragnie by małżonka Jego wielką cześć odbierała. Ztąd pochodzi, iż między Ciotką i Siostrzenicą nienajlepsze panuje porozumienie” (wg „Zbiór pamiętników historycznych o dawnej Polszcze ...” Juliana Ursyna Niemcewicza, t. IV, s. 69, 71, 75, 76).

Wielkie wpływy Włochów i kultury włoskiej w Polsce-Litwie spowodowały wzrost zainteresowania polsko-litewskimi elekcjami królewskimi na Półwyspie Apenińskim, co obecnie jest prawie całkowicie zapomniane. W 1573 roku Alfons II d'Este, książę Ferrary, wysłał słynnego poetę Giovanniego Battistę Guariniego do Polski-Litwy, aby przedstawił jego kandydaturę przed sejmem. Guarini nie sprostał swojej misji i po powrocie do Ferrary został skrytykowany za dyplomatyczną nieudolność (za „Politics and Diplomacy in Early Modern Italy ...” Daniela Frigo, s. 167). Innymi ważnymi włoskimi kandydatami w pierwszej wolnej elekcji w 1573 r. byli także Alessandro Farnese, książę Parmy i Piacenzy oraz Franciszek I Medyceusz, wielki książę Toskanii. Ten ostatni był również brany pod uwagę w trzeciej wolnej elekcji w 1587 r., kiedy to obrano syna Katarzyny Jagiellonki Zygmunta Wazę, i miał on silne poparcie.

Simone Gengi z Urbino, architekt i inżynier wojskowy w służbie zmarłego króla Stefana Batorego, uważał, że spośród wielu zgłoszonych kandydatów ma on duże szanse powodzenia (...et quanto ella per parere de più principali potessi più d'ogn'altro aspirare a questa corona), jak stwierdza w liście z Rygi (dal nuovo forte di fiume Dvina) z dnia 7 stycznia 1587 r., adresowanym do wielkiego księcia i jego ambasadora na dworze cesarskim w Pradze Orazio Urbani. Prosił on również dyrektora królewskiej poczty polsko-litewskiej Sebastiana Montelupiego, aby nie szczędził wysiłków i pieniędzy, aby kurier z listami do Wielkiego Księcia jak najszybciej dotarł do Wiednia. To Montelupi listem z 18 grudnia 1586 roku zawiadomił dwór w Ferrarze o śmierci Batorego. Polecał wynająć specjalnego posłańca, ubranego w niemiecki strój i biegle władającego językiem niemieckim. Z Wiednia, za pośrednictwem ambasadora toskańskiego, listy miały trafić do Florencji.

Kandydaturę władcy florenckiego poparli m.in. arcybiskup gnieźnieński Stanisław Karnkowski, wojewoda sieradzki Olbracht Łaski oraz kanclerz Jan Zamoyski. Na początku lutego 1587 r. wysłali oni do Florencji poselstwo, w skład którego wchodzili m.in. szwagier wojewody sieradzkiego Wincenty de Seve, prepozyt łaski, któremu nakazano oficjalnie zaprosić Wielkiego Księcia do wzięcia udziału w nadchodzącej elekcji. Jego kandydaturę miał rzekomo przedstawić w województwie sandomierskim sam kanclerz Zamoyski, który według Urbaniego szczerze sprzyjał Franciszkowi. Zdaniem toskańskiego dyplomaty, książęta Ferrary i Parmy mieli niewielkie szanse w nadchodzącej elekcji jako drobni i nieistotni władcy.

O żywym zainteresowaniu środowiska florenckiego w Krakowie nadchodzącą elekcją świadczy list Filippo Talducciego z 7 stycznia 1587 roku, adresowany do Marco Argimoniego we Florencji, w którym wymieniając kandydatów do korony, wspomniał o wielkim księciu Toskanii, który, gdyby chciał zmobilizować odpowiednie środki finansowe, miałby szansę zostać obrany (il figliuolo del Re di Svetia, il Cardinale Batori, il Duca di Ferrara et il nostro Serenissimo Gran Duca, il quale se volessi attendere con li mezzi sapete, sarebbe cosa riuscibile. Dio lasci seguire il meglio). O aspiracjach do polskiej korony książąt Ferrary, Parmy, a nawet Sabaudii wspomina korespondencja ambasadorów Toskanii w Madrycie Bongianniego Gianfighacciego i Vincenza Alamanniego (listy z 21 lutego, 27 marca i 4 kwietnia 1587 r.) (za „ Dwór medycejski i Habsburgowie..." Danuty Quirini-Popławskiej, s. 123-126). Do tej kandydatury mógł nawiązywać portret Wielkiego Księcia, przechowywany obecnie w Pałacu w Wilanowie (Wil.1494). Najprawdopodobniej pochodzi on z serii podobnych małych portretów z Rosi koło Grodna na Białorusi, przypisywanych XVIII-wiecznej szkole włoskiej. Ten „portret mężczyzny” uważany jest za kopię obrazu Angelo Bronzino, jednakże bardzo przypomina portrety Francesco wykonane przez jego nadwornego malarza Alessandro Allori (1535-1607).

Na początku XVII wieku dwór toskański z pewnością należał do najlepiej poinformowanych o stosunkach polsko-litewskich, jednak wielki książę Ferdynand I Medyceusz (1549-1609) nie rozważył nawet propozycji złożonej mu w 1598 roku przez kupca z Lukki Lorenza Cagnoliego, by wydał swoją bratanicę Marię Medycejską (1575-1642), przyszłą królową Francji, za Zygmunta III, który owdowiał po śmierci Anny Habsburżanki (por. „La trama Nascosta - Storie di mercanti e altro” Rity Mazzei).

Włoskie stroje, jedzenie, ogrody, muzyka, język i książki, malarstwo, rzemiosło i tańce były najpopularniejsze w Rzeczypospolitej, nawet godziny liczone były jeszcze po włosku za panowania elekcyjnego monarchy Zygmunta III Wazy - 24 godziny od zachodu słońca jednego dnia do zachodu słońca następnego dnia. W dwóch listach, prawdopodobnie z 1614 i 1615 r., Zygmunt III wyraził wdzięczność nuncjuszowi Claudio Rangoniemu za obrazy, które przysłał z Włoch. Dwa lata później, w 1617 i następnym roku, Rangoni ponownie wysłał dwa obrazy i „kilka [innych] obrazów” (alcuni quadri) królowi, a następnie królowej. Zdaniem nuncjusza król kochał malarstwo i chętnie kupował dzieła najlepszych mistrzów oraz przejawiał zamiłowanie do drogiej biżuterii oraz drogich tkanin. Król był nie tylko miłośnikiem sztuki, ale także artystą-amatorem. Co bardzo znamienne, w czasie rokoszu Zebrzydowskiego w 1606 r. był on wyszydzany przez swoich przeciwników jako „wenecysta”, który woli „w gondoli przejeżdżać się z Włochy, bogato płacąc ich błazeńskie fochy, iż wsieść na konia, wziąwszy na grzbiet zbroję” (za „Odrodzenie w Polsce…”, tom 5, red. Bogusław Leśnodorski, s. 358).

Ogromne zapotrzebowanie na włoskich specjalistów na początku XVII wieku ilustruje list Zamoyskiego z 1601 r. do Montelupiego, w którym prosił go o znalezienie Włocha, który wytyczy mu dwa ogrody. Montelupi nie znalazł specjalisty-ogrodnika, ale polecił kanclerzowi całą włoską rodzinę, 60-letniego ojca, 35-letniego syna, żonatego i ojca rodziny. Twierdził on, że byli oni z zawodu sukiennikami i jako tacy zostali sprowadzeni przez kupców z Poznania, że ​​umieli też wyrabiać wosk i konserwy na sposób włoski, ale że z braku innych zajęć podejmują się także pracy w ogrodach (za „Antoni Nuceni - polski malarz XVII wieku” Moniki Panfil, s. 264-267). 
​
Podczas gdy Włosi, którzy osiedlili się w Polsce-Litwie, czasami polonizowali swoje nazwiska, jak np. gałąź rodziny Montelupich, która przetłumaczyła swoje nazwisko na Wilczogórski, lub malarz Antoni Nuceni, który najprawdopodobniej urodził się w Krakowie z włoskich rodziców jako Antonio Nozeni, niektórzy Polacy italianizowali swoje nazwiska, jak w przypadku Sebastiana Nuceryna (1565-1632), uczonego, który podczas pobytu we Włoszech zitalianizował swoje nazwisko Orzeszek na Nucerini, a po powrocie do Polski używał form Nucerinus i Nuceryn. 

Marcin Bielski (zm. 1575) w opublikowanej w 1566/1567 satyrze „Rozmowa nowych proroków, dwu baranów o jednej głowie” krytykuje „głupich Polaków”, którzy po bardzo wysokich cenach kupują aksamit i ubrania od Włochów tylko dlatego, że są włoskie („Nie dawajcie też tanio aksamitu Włoszy, Wszak was o to żaden pan z Polski nie wypłoszy, Kiedy głupi Polacy, iż o to nie dbają, Jako najdrożej mogą, niechaj przedawają. Już lada strój najdroższy, by jeno rzekł, włoski, By się też nań zastawić, kupi naród polski”), zaś Gabriel Krasiński (zm. 1676), kasztelan płocki w swoim „Tańcu Rzeczypospolitej Polskiej”, krytykuje bogatych Włochów, którzy przybyli do Krakowa jako biedacy, uciekających ze swoim bogactwem do kraju pochodzenia w czasie potopu („A co pierwej w tłumoczku miał i w pluderhozach Trochę czego, to z mego Krakowa na wozach Wyprowadzi pan szalbierz do swojej ojczyzny”).

Wielu Sarmatów zdawało sobie sprawę, że uzależnienie od importu szkodzi gospodarce. Jan Jurkowski (1580-1635) pozostawił wyjątkowo wnikliwe zrozumienie tego stanu rzeczy w poemacie „Lech Wzbudzony Y Lament Iego Zalosny ...”, wydanym w Krakowie w 1606 r.: „Lecz coć z nędzą Polaku? W tej gnijesz przez zbytki. Przyjm szafarza skromności, zbogać swe przybytki; Ty tucząc wieprze cudze z ztotemi plewami Swą ojczyznę niebacznie morzysz suchotami. Skarb ci winem rwie Węgrzyn, Indya smakami, Anglik sukny i Niemiec, Turczyn szpalerami, Włoch w piżmo, farby, jedwab, w perły, szkło, kamienie, Rwie cię w pół, a świat wszystek rzuca w spustoszenie” (za „Cnoty i wady narodu szlacheckiego ...” Antoniego Górskiego, s. 168).​

Podobnie jak w poprzednim stuleciu, Włosi również posiadali obrazy związane z Sarmacją. „Inwentarz galerii obrazów i innych dzieł sztuki dworu książąt Mantui, sporządzony w roku 1627” (Inventario della Galleria di quadri, e di altri oggetti d'arte della Corte dei Duca di Mantova, compilato all' anno 1627) wspomina „Portret młodego króla polskiego” (Un ritratto d'un giovanetto rè di Polonia - scut. 2. L. 12.), być może portret młodego króla Zygmunta II Augusta, koronowanego w wieku dziewięciu lat, króla Zygmunta III lub jego syna królewicza Władysława Zygmunta Wazy oraz „Jeden portret króla polskiego” (1. ritratto del ré di Polonia - L. 6., za „Delle arti e degli artefici di Mantova ...” Carlo D'Arco, s. 154, 157). Katalog obrazów wystawionych na sprzedaż w nieznanym miejscu we Włoszech, prawdopodobnie spisany pod koniec XVII wieku, wymienia „Portret inżyniera króla Polski, przyjaciela wspomnianego malarza, w dziwacznym stylu, w połowie naturalnej wielkości, 5 1/4 wysokości, 4 1/2 szerokości, w ramie z orzecha włoskiego”, namalowany przez Domenica Fettiego (ok. 1589-1623), włoskiego malarza, który działał głównie w Rzymie, Mantui i Wenecji (Feti: [...] Un ritratto dell'Ingegniero del Re di Polonia, amico di detto pittore, vestito alla bizzarra, mezza figura al naturale, alto quarte 5. 1/4, largo 4. 1/2, in cornice di noce). Sądząc z kontekstu, obraz ten prawdopodobnie przedstawiał Andreę dell'Aqua (1584-1656), weneckiego architekta i inżyniera, działającego w Polsce-Litwie-Rusi od około 1608 roku, najprawdopodobniej przedstawionego w stroju sarmackim. Inwentarz obrazów należących do królowej Krystyny ​​w Rzymie datowany na około 1689 rok wspomina o „Portrecie króla Polski w zbroi i płaszczu, na płótnie”, prawdopodobnie kopii portretu króla Michała Korybuta pędzla Daniela Schultza (Ritratto del re di Polonia armato e con sopra il manto, in tela in piedi alto p.mi tre e due dita, largo dui p.mi e mezzo senza cornice, wg „Raccolta di cataloghi ed inventarii inediti di quadri, statue, disegni ...”, red. Giuseppe Campori, s. 364, 448).

Inwentarz zbiorów Medyceuszy z 1753 r. wymienia skrzynię z herbem Medyceuszy zwieńczoną wizerunkiem polskiego świętego, św. Kazimierza (nr 77), a także małe pudełko z portretem króla Zygmunta na pokrywie (nr 44), a także liczne przedmioty z bursztynu, które słusznie uznawane są za dary z Polski ze względu na rodzinne powiązania Marii Magdaleny Habsburg (1589-1631), której siostra Konstancja Habsburżanka (1588-1631) była królową Polski (wg „Due altari in ambra al Museo degli Argenti” Kirsten Aschengreen Piacenti, s. 158).

​Dziś jest to niewyobrażalne, ale w 1615 r. „Roczniki czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego” (Annales seu Cronicae incliti Regni Poloniae), najsłynniejsze dzieło Jana Długosza (1415-1480), kronikarza i wychowawcy synów Kazimierza Jagiellończyka, podlegały cenzurze. „Jawność i surowość sądów pisarza milośnika prawdy, która w dziełach jego, a osobliwie księgach tej Historyi, zdawała się ubliżać niektórym stanom, rodzinom i osobom, wywoływała przeciw nim zawiść i obmowę, trzymającą je długo jakby pod pieczęcią milczenia. Za panowania Zygmunta III wyszedł edykt królewski, zabraniający ogłaszania drukiem kroniki Długoszowej”. Jedynie Jan Szczęsny Herburt (1567-1616) zdołał uprzedzić ten zakaz publikując w Dobromilu (Ukraina), w latach 1614 i 1615, pierwsze sześć ksiąg Historii pod tytułem Historia Polonica Ioannis Dłvgossi ... (wg „Jana Długosza, kanonika krakowskiego, Dziejów Polskich ksiąg dwanaście” Karola Mecherzyńskiego, tom 1, Przedmowa tłumacza). Herburt liczył na subwencję od doży i Republiki Weneckiej. Napisał notę ​​dedykacyjną, a nawet wysłał egzemplarz tej publikacji Wenecjanom za pośrednictwem umyślnego posła (wg „Cnoty i wady narodu szlacheckiego ...” Antoniego Górskiego, s. 132). Jednak nawet dedykacja doży weneckiemu nie uchroniła wydania przed całkowitą konfiskatą po opublikowaniu zakazu Zygmunta III z 20 grudnia 1615 r.
Społeczeństwo, edukacja i podróże
Sarmacja XVII wieku była nadal krajem bardzo egalitarnym (szczególnie wśród szlachty). Stąd, podobnie jak w przypadku florenckiego kuchmistrza Allamaniego, wysłanego jako ambasador do Szwecji w 1582 r., mniejszą uwagę przywiązywano do prywatnego statusu oficjalnego ambasadora Rzeczypospolitej. W 1655 r. wypowiedzenie wojny Polsce przez Karola X Gustawa, „Rozbójnika Europy”, mogło być wywołane między innymi przez urazę z powodu faktu, że Jan II Kazimierz wysłał jako swojego posła nie senatora, ale „jakiegoś Morsztyna”, jak to ujął Karol Gustaw (wg „Cnoty i wady narodu szlacheckiego...” Antoniego Górskiego, s. 52, 95-96, 99-102, 132-133). Ambasadorem tym był Jan Andrzej Morsztyn (1621-1693), młody człowiek i dworzanin króla w tym czasie.

Życie na dworze królewskim było pod wieloma względami porównywalne z takowym w wielu innych krajach europejskich. Częste odniesienia do Niccolò Machiavellego (1469-1527) w znanych tekstach wskazują, że jego dzieła były dobrze znane w Polsce-Litwie-Rusi w XVII wieku. Piotr Łaszcz odwołuje się do Machiavellego podczas rokoszu Zebrzydowskiego w 1606 r., król Zygmunt III w liście do Żółkiewskiego w 1619 r., Andrzej Koryciński (ok. 1582-1652) w dziele Perspectiva politica Regno Poloniae elaborat ..., opublikowanym w 1652 r., zaś Wespazjan Kochowski (1633-1700) w swoich epigramatach. Dzieła florenckiego pisarza były znane kanclerzowi Janowi Zamoyskiemu, co potwierdził Boniface Vanozzi w swoich raportach do legata papieskiego. Kanclerz wielki litewski Albrycht Stanisław Radziwiłł (1632-1656) również znał je dobrze.

Ewaryst Bełżecki, dworzanin królewski w latach 1640-1659, wiele lat toczył spór ze swoim bratem o bibliotekę dobromilską. Nawet prosty krakowski kupiec korzenny Jan Markiewicz lub Markowicz (zmarły przed 1691 r.) posiadał imponującą bibliotekę łacińską.

Oprócz pozytywnych aspektów edukacji za granicą, takich jak poznawanie nowych kultur, sposobów życia, udoskonaleń technologicznych, wymiana nowych idei, możliwość szybszej nauki języka obcego czy nawiązywania cennych kontaktów i wielu innych, mieszkańcy Sarmacji dostrzegali również aspekty negatywne. Stanisław Żółkiewski (1547-1620) stanął w obronie Akademii Zamojskiej. W testamencie z 1606 r. zwraca się do żony: „W Zamościu zaczęta się nauka godna dzieci szlacheckich i wolę, że syna tu w Polsce niźli do cudzej ziemi uczyć dasz, bo to jest jawne że nierównie większa jest liczba tych, którzy do cudzych ziem dla ćwiczenia jeżdżąc, więcej złych, niźli dobrych obyczajów przynoszą”. Pobyt za granicą pochłaniał również duże sumy. Książę Krzysztof Radziwiłł (1585-1640) pisze do pedagoga syna, pana Przypkowskiego: „Jużcim ja za te dwie lecie, jakoście z Polski wyjechali, pod sto tysięcy wam posłał. Mógłcibym ja za te pieniądze, ołba majętność jaką kupić, albo ciasno sobie nie czyniąc, wygodniej żyć”.

Sarmaccy studenci za granicą czasem tam pozostawali i zawierali małżeństwa. W XVII wieku małżeństwo Stanisława Franciszka Koniecpolskiego, syna Stefana Koniecpolskiego (zm. 1629), wywołało poruszenie i dało początek korespondencji dyplomatycznej z Republiką Holenderską. W 1647 roku poślubił on w Utrechcie Marię Matildę de Bökop, spędził z nią kilka lat za granicą, a w 1655 roku, w trakcie potopu, obciążony długami, powrócił do Polski, by walczyć z wrogiem. Ogłosił wówczas śmierć swojej żony i drugie małżeństwo ze szlachcianką Elżbietą Dunin-Borkowską. Porzucona Maria Matilda, dowiedziała się o tym, udała się do Gdańska i w 1660 roku wniosła przeciwko Koniecpolskiemu pozew o bigamię. Został on skazany dekretem sądu koronnego na karę infamii i ścięcia, ale w 1670 roku został uwolniony od tej kary przez kasztelana połanieckiego, Stanisława Dunin-Borkowskiego. Ta słynna sprawa zainspirowała Aleksandra Bronikowskiego do napisania powieści w języku niemieckim. 

W wielu miejscach we Włoszech, szczególnie w Padwie i Rzymie, można znaleźć liczne pomniki nagrobne i epitafia upamiętniające Sarmatów, którzy zmarli podczas podróży na półwysep, świadczące o wysokim poziomie ich mecenatu artystycznego. Epitafium Giovanniego Battisty Vertemy (Joannes Baptista Vertema, 1543-1588) z Piuro, na północ od Mediolanu, z podobizną zmarłego, w klasztorze franciszkanów w Krakowie, upamiętnia cudzoziemca, który niespodziewanie zmarł podczas podróży do Polski. Vertema pochodził ze szlacheckiej rodziny, która osiedliła się w Zurychu, a następnie w Bazylei. Zmarł on w Krakowie 25 marca 1588 roku w wieku 45 lat. Zgodnie z inskrypcją na jego epitafium „wyruszył do Polski, aby załatwić swoje interesy, ale nie ukończywszy ich, dotknięty nagłą i niespodziewaną śmiercią został tu pochowany z troską i pobożnością rodziny i przyjaciół”. Bogato zdobione w stylu manierystycznym epitafium przypisuje się mistrzowi znanemu jako Mistrz Nagrobka Provany.
Sarmaccy studenci w Bolonii i Padwie
Płaskorzeźba przedstawiająca Madonnę z Dzieciątkiem i klęczącymi donatorami, znana jako Kamień Pokoju (Pietra della Pace), zawiera prawdopodobnie najstarszy wizerunek polskiego studenta we Włoszech. Dzieło to, wykonane przez kręg Maestro di Santa Anastasia w 1322 roku, znajduje się obecnie w Muzeum Miejskim w Bolonii i niegdyś zdobiło kościół pod wezwaniem Madonny Pokoju (zburzony w 1813 roku). Kościół został wzniesiony w 1321 roku po rozwiązaniu poważnego sporu między władzami Bolonii a studentami uniwersytetu. Wśród trzech mężczyzn po lewej, w centrum tej grupy, znajduje się Jaroslav de Polonia, czyli Jarosław Bogoria Skotnicki (ok. 1276-1376), rektor ultramontanów (korporacji zrzeszającej studentów zaalpejskich, IAROSLA: / D'POLOIA: / RECTOR / UT MON:), późniejszy arcybiskup gnieźnieński.

Bolonia w Państwie Kościelnym i Padwa w Republice Weneckiej były najpopularniejszymi miejscami kształcenia Sarmatów w XV, XVI i pierwszej połowie XVII wieku. Uznając tę ​​popularność za zagrożenie dla edukacji w kraju, król Zygmunt I wydał w 1534 roku zakaz studiowania na uniwersytetach zagranicznych i próbował wesprzeć uczelnię krajową, nobilitując jej profesorów, lecz bezskutecznie. W 1543 roku zakaz ten zniesiono, mając nadzieję, że kształcenie większej liczby talentów za granicą wesprze naukę w kraju i nada jej nowy impuls.

Studenci zagraniczni byli podzieleni na regionalne korporacje zwane nacjami (od łacińskiego słowa natio oznaczającego „narodzony”). Natio Polonorum (nacja polska) w Bolonii powstała około 1265 roku i jest zatem jedną z 13 najstarszych. Była to największa nacja ultramontańska po niemieckiej i hiszpańskiej. W latach 1289-1574 około dwudziestu Polaków objęło stanowisko rektora; dwudziestu Polaków zostało również mianowanych profesorami (4 prawników, 12 astronomów, 3 matematyków, 3 filozofów, 6 lekarzy), jak Maciej Sieprawski, który został profesorem na początku XVI wieku. Wśród Sarmatów studiujących w Bolonii byli astronomowie Marcin Bylica i Mikołaj Kopernik, literaci i historycy, jak Andrzej Krzycki, Maciej Miechowita, Bernard Wapowski, Łukasz Górnicki, Jan Mączyński, Wawrzyniec Goślicki, Krzysztof Dorohostajski, Szymon Starowolski i in., arcybiskupi i biskupi, jak Iwo Odrowąż, Piotr Tomicki, Erazm Ciołek, Jan Padniewski, Stanisław Hozjusz, Marcin Kromer i inni, przedstawiciele rodów królewskich jak Jan Kropidło, książę opolski, Jan z książąt litewskich, nieślubny syn Zygmunta I, magnaci jak Jan Ostroróg (1436-1501), wojewoda poznański czy książęta Rzeszy Ossolińscy, Szydłowieccy i Radziwiłłowie, książęta i hrabiowie Tarnowski, Koniecpolski, Lanckoroński, Krasiński, Potocki, Tenczyński, Branicki, Tarło i in.

Podobnie jak Niemieccy uczeni, podzieleni na Natio Germanorum i Natio Allemanorum w zależności od tego, czy byli prawnikami, czy humanistami/artystami (Artistarum, studenci sztuk wyzwolonych i studenci medycyny), Polacy, oprócz Natio Polonorum, założyli później drugie bractwo narodowe, zwane Natio Sarmatorum (Sarmatarum, Sarmaticorum, Sarmatiae). Pierwsze oznaki zamiaru utworzenia Natio Sarmatorum sięgają połowy XVI wieku, kiedy to konsyliarze wybierani byli pro Sarmatia, a inicjatywa ta została sformalizowana w 1561 roku, kiedy to zatwierdzono pierwszego sarmackiego konsyliarza w osobie Wojciecha Obornickiego. Z Natio Polonorum lub Natio Sarmatarum związani byli studenci z Litwy i Rusi (wg „Alma Mater Studiorum : Natio Poloniae et Lithuaniae, natio Sarmatarum ...” Riccardo Casimira Lewanskiego, s. 2-4, 8). Znany jest przypadek Mikołaja Kopernika, który w 1496 roku zapisał się do Natio Germanorum, skupiającego niemieckojęzycznych studentów ze Śląska, Prus i Pomorza. W latach 1553-1613 z nacją pruską związani byli studenci Sylwester Działyński, Jan Loski z Woli, Mikołaj Niewieściański, Jan Plemięcki, Aleksander Polubiński, Adam Walewski, Andrzej Kretkowski i Stefan Pac.

Z kolei niektórzy studenci z niemieckojęzycznych regionów I Rzeczypospolitej preferowali przynależność do nacji polskiej, jak bracia Jakub i Mikołaj Wejherowie, którzy po powrocie ze studiów w Bolonii zostali odpowiednio wojewodami malborskim i chełmińskim, Abraham Heyse (1624-1680), pastor kościoła ewangelickiego w Gdańsku, oraz Henryk Heweliusz z Gdańska-Oliwy, należący do rodziny słynnego astronoma Jana Heweliusza.

Herby studentów, zachowane na murach Archiginnasio w Bolonii, siedziby uniwersytetu, zbudowanej w latach 1562-1563, potwierdzają, że kwestia „narodowości” (nacji) była wówczas dość płynna i niezależna od pochodzenia etnicznego czy języka (jako wymóg konieczny).

Wśród wybitnych „Polaków” (Polonorum) na ścianach Archiginnasio znajdziemy herby Battisty Cortiniego z Monferrato (D. Baptista Cortinus Monferatenis) z około 1589 r., Pietro Vidoniego z Cremony (D. Petrus Vidonius Cremonensis) z około 1590 r., Ettore Fieschi z Genui (D. Hector Fliscus Genuensis) z około 1591 r., Giovanni Niccolo Visconti z Mediolanu (D. Io. Nicolaus Vicecomes Mediolan.s) z około 1593 r., Francesco Bonatti z Mantui (D. Franc.s Bonatus Mantuanus) z około 1603 r., Girolamo Busetti di Rallo z Trydentu (D. Hieronimus Bussetus Tridentinus) z około 1605 r. oraz Giuliano Tomasi z Comacchio (D. Iulianus Thomasius Comaclensis) z ok. 1665 r. Herb Nikoli Stepanića Selničkiego (1553-1602), późniejszego biskupa Peczu i Zagrzebia (D. Nicolaus Zelnyzchey Ungarus), ok. 1576 r., Giovanniego Battisty Tedeschi z Imoli (D. Io. Baptista Thedeschius Imolensis), ok. 1577 r., Pietro Peggini z Reggio nell'Emilia (D. Petrus Pegginius Regianensis), ok. 1583 r., Consalvo Cadamosto z Lodi, ok. 1588 r., Antonio Tonelli z Cartoceto di Fano (D. Antonius Tonellus de Cartoceto Fanensis), ok. 1592 r., Girolamo Ravizzi z Correggio (D. Hieronymus Ravytius Corrigiensis), ok. 1594 r., Matteo Maria Carenzoni z Cremony (D. Mataeus Maria Carinzanius Cremonensis), ok. 1601 r., Tommaso Gennari z Brescii (D. Tomas Genarius Brixiensis), ok. 1604 r., Pietro Matteo Barnabo z Foligno (D. Petrus Matthaeus Barnabo Fulginatensis), ok. 1605 r., Domizio Calderini z Werony, ok. 1613 r., Pietro Giovanniego Bartolomasi z Modeny (D. Petrus Io. Bartolomasius Mutinen), ok. 1618 i 1619 r., Claudio Signoretti z Reggio nell'Emilia (Claudius Signoretus Regiensis), ok. 1620 r., Ercole Ansaloni z Modeny (D. Hercules Ansalonus Mutinensis), ok. 1625 r., Giovanniego Battisty Araldi z Casalmaggiore (D. Io. Baptista Araldus ex Casale Maiori), ok. 1627 r., Antonio Attolini (D. Antonius Actolinus Carfinianensis), ok. 1627 i 1630 r. oraz Giovanniego Jacopo Borioni z Ticino (Ioannes Iacobus Borionus Ticinensis), około 1649 r., zostały opisane jako Sarmackie (Sarmatiae, Sarmaticorum). Biografie tych mężczyzn są w większości przypadków nieznane, dlatego trudno ustalić, czy faktycznie czuli się oni Polakami, bądź Sarmatami, czy też byli związani z tą nacją z innych powodów. Spośród 49 herbów w Archiginnasio studentów należących do nacji pruskiej i inflanckiej, 23 odnoszą się do studentów pochodzenia niemieckiego, 12 włoskiego, 3 polskiego, zaś cztery do studentów pochodzenia austriackiego, szwajcarskiego lub flamandzkiego.

Nazwiska polskie reprezentują dwa herby (symboliczny i narracyjny) Macieja Kłodzińskiego z Mazowsza (D. Matthias Clodinus Polonus), jedynego polskiego rektora Alma Mater wybranego po wybudowaniu Archiginnasio (1571-1574), dodanego około 1575 roku, a także herby Jana Tarnowskiego (1552-1605), Stefana Paca (1587-1640), Jana Plemieckiego, Samuela Zborowskiego z Rytwian, Aleksandra Krzysztofa Miekickiego, Wojciecha Galewskiego, Adama Warszyckiego, Krzysztofa Baldwina Ossolińskiego, Jana Karola Noskowskiego, Macieja Strzelca, Bazylego Jacewicza, Jana Charbickiego, Stanisława Wojeńskiego, Jana Innocentego Petrycego, Samuela Łaszcza (kanonika łuckiego), Jana Naruszewicza, Wojciecha Szembeka, Jerzego Karola Hlebowicza, Jana Szemeta, Franciszka Michalskiego i innych.

Podobnie jak w przypadku Kopernika, który studiował w Bolonii w latach 1496-1500, a następnie w Padwie w latach 1501-1503, także wśród innych studentów sarmackich panował taki zwyczaj, a zamożni studenci uczęszczali również na inne uniwersytety we Włoszech i innych krajach europejskich.

Od XIII wieku w Padwie studiowało wielu młodych Polaków, a wśród różnych nacji społeczność „polska” w XIV i XV wieku była jedną z najlepiej zorganizowanych i najlepiej reprezentowanych. Polacy stanowili drugą grupę uczonych, po studentach z krajów niemieckojęzycznych, przybywającą spoza Alp (za „Dzieje i znaczenie tzw. metryki nacji polskiej w Padwie ...” Mirosława Lenarta, s. 151-152, 154). Ich obecność w mieście pod koniec XVI wieku była tak znacząca, że ​​w 1592 roku powstało odrębne stowarzyszenie, znane jako Natio Regni Poloniae et Magni Ducatus Lithuaniae. Niekiedy obce, słabsze liczebnie nacje powierzały im stanowiska konsyliarzy. W 1581 roku Piotr Oleśnicki był konsyliarzem nacji węgierskiej, w 1601 roku Jan Maliński figuruje w dokumentach jako konsyliarz nacji szkockiej, a w 1612 roku Jakub Wierzbięta Doruchowski został konsyliarzem nacji burgundzkiej. Klemens Janicki, Łukasz Górnicki i Jan Kochanowski zaliczają się do wybitnych studentów Uniwersytetu Padewskiego, który Erazm z Rotterdamu uważał za najlepszy w całych Włoszech. Co ciekawe, sam Kochanowski był nieco krytyczny wobec edukacji za granicą. „Tego baczyć nie mogę, dla której przyczyny / Wolicie do Włoch albo do Niemiec słać syny”, stwierdził w swoim satyryczno-politycznym poemacie „Satyr albo Dziki mąż”, dedykowanym królowi Zygmuntowi Augustowi, napisanym w 1563 roku, a opublikowanym w 1564 roku. Dziwił go również fakt, że Polacy, którzy mieli własne szkoły w kraju, wysyłali synów za granicę, wspierając w ten sposób finansowo obce kraje i uniwersytety (wg „Stare to miasto i nieładne, ale wielkie ...” Wojciecha Tygielskiego, s. 269).

Sarmaci poświęcali się głównie studiom medycznym i prawniczym, wówczas kwitnącym wydziałom w Padwie, i to w tak dużej liczbie, że odsetek Polaków na tych dwóch wydziałach był, nie licząc Niemców, najwyższy. Już w 1271 roku Polak, Nicolaus Polonus Archidiaconus Cracoviensis, piastował urząd Jurisconsultorum Rector, a w XVI wieku tego samego zaszczytu dostąpił przyszły kanclerz Jan Zamojski (1563 r.).

W 1592 roku rozpoczęto również spisywanie pierwszego albumu studentów sarmackich na Uniwersytecie Padewskim. Kilka lat później uległ on zniszczeniu, co skłoniło Marcina Władysława Wejhera, konsyliarza, do przygotowania nowej księgi. W rejestrze tym znajduje się jedno z najpiękniejszych przedstawień herbu Rzeczypospolitej za panowania Zygmunta III Wazy, prawdopodobnie wykonane przez artystę z Wenecji lub Padwy około 1605 roku.

Podobnie jak w Bolonii, Palazzo Bo, historyczna siedziba Uniwersytetu Padewskiego od 1493 roku, przebudowana po 1547 roku (Antyczny Dziedziniec uzyskał ostateczną formę pod koniec lat 80. XVI wieku), również została ozdobiona herbami studentów, w tym kilku Sarmatów. Do najważniejszych z nich należą herby: Jana Szczawińskiego z Ozorkowa (Iohannes ab Ozorkon Sczaninski), Jacka Leśniowskiego (Hyacinthus de Zymna Woda Lesniowski), Jana Malińskiego (Giovanni Malinschi Polonus), Jakuba Wierzbięty Doruchowskiego (Jacobus Wirsbienta Doruchowski), Jana Karwickiego (Ioannes Akarwic zel Karwiczki), Bartłomieja Picka (Bartolomeus Picek), Marcina Władysława Wejhera (Matinus Wladislaus Weiher), Rafała Ustarbowskiego (Raphall Ustarbowski Prutenus. Polona Cons), Stanisława Karśnickiego (Stanislao Karznichi), Krzysztofa Sobiekurskiego (Kristophorus Soriekurski), Jana Komorowskiego (Joannes Komorowski a Komorow), Andrzeja Naruszewicza (Andreas Naruszewicz Polonus), Erazma Wojciecha Herburta (Erasmus Albertus Herbut de Fulstgn Comei. Dobromil) i Wojciecha Wessena (Albertus Wessen).

Po powrocie studenci i inni goście przywozili do ojczyzny nie tylko wiedzę i doświadczenie w poszczególnych dziedzinach, takich jak prawo czy medycyna, ale także włoskie zwyczaje, jedzenie, modę i dzieła sztuki, podobne do tych, które do dziś można podziwiać w muzeach i kościołach Bolonii i Padwy.
Religia
​Pierwsza połowa XVII wieku charakteryzowała się rosnącym wpływem kontrreformacji, zaś wielu Sarmatów, zwłaszcza tych wykształconych na katolickich uniwersytetach w Europie Zachodniej, jak ten w Bolonii w Państwie Kościelnym, stało się żarliwymi propagatorami postanowień soboru trydenckiego (1545-1563). Chociaż niektórzy protestanci, a nawet prawosławni, przeszli na katolicyzm w tym okresie, w tym arystokraci wykształceni za granicą, pragnący kontynuować karierę na dworze królewskim, ci, którzy pozostali w „dysydenckiej” religii, odczuwali rosnącą presję, co odzwierciedla obraz znajdujący się obecnie w Muzeum Narodowym w Krakowie (olej i tempera na płótnie, 105 x 86 cm, nr inw. MNK XVIII-458). Ów obraz jest ogólnie datowany na pierwszą połowę XVIII wieku i przedstawia Arkę Kościoła atakowaną przez wrogów lub alegoryczne przedstawienie prześladowań Kościoła prawosławnego. Uzbrojeni jeźdźcy galopujący za statkiem to rzymscy cesarze znani z prześladowań chrześcijan. Antychryst siedzi na tronie, Turek w turbanie trzyma naciągnięty łuk, a polski szlachcic celuje z pistoletu w Arkę Kościoła. Napisy cyrylicą, a także ogólny styl obrazu wskazują, że został on namalowany na Rusi, będącej wówczas częścią I Rzeczypospolitej. Strój mężczyzny w centrum kompozycji jest typowy dla mody zachodnioeuropejskiej lat trzydziestych XVII wieku, podczas gdy dzieło wykazuje wpływy malarstwa weneckiego, szczególnie w krajobrazie i przedstawieniu fal. Inna wersja tej kompozycji, z Trościańca, znajduje się w Muzeum Sztuki Ukraińskiej (dawniej Muzeum Narodowe) we Lwowie, jednak mężczyzna w centrum ma na sobie kryzę i strój bardziej typowy dla mody europejskiej początku XVII wieku. Płótno krakowskie zostało nabyte w 1975 roku z prywatnej kolekcji we Wrocławiu. Co ciekawe, kalwińska księżniczka Ludwika Karolina Radziwiłłówna (1667-1695), która zmarła w Brzegu pod Wrocławiem, posiadała taki ruski obraz, co potwierdza spis jej dóbr sporządzony w 1671 r. („Łódkę Chrystusową usiłują zatopić”). 25 sierpnia 1708 r. niejaki Christian Hensel, wrocławski kupiec, podarował Bibliotece Rehdigera we Wrocławiu nabyty przez siebie „obraz rosyjski” (rusissches Bild) namalowany na płótnie, pochodzący z Gabinetu Książąt Radziwiłłów. Zatem krakowski obraz najprawdopodobniej pochodzi ze zbiorów kalwińskiej księżniczki Radziwiłł, która posiadała również kilka innych ruskich obrazów (wg „Śląskie losy kolekcji dzieł sztuki księżnej Ludwiki Karoliny Radziwiłłówny ...” Piotra Oszczanowskiego, s. 195-196).
Powiązania weneckie, stroje, moralność i języki
„Te więc są zalety miasta Wenecji, a mianowicie, że jest piękna, że jest wygodna, że jest prawie niezdobyta, że jest cudowna” – opiewał królową Adriatyku Paweł Palczowski, dworzanin Zygmunta III, w swojej pracy o ustroju Republiki Weneckiej pt. Statvs Venetorvm, wydanej w Krakowie w 1605 r. (Biblioteka Jagiellońska w Krakowie, BJ St. Dr. 50862 I). Książka Palczowskiego była dedykowana hrabiemu Sebastianowi Lubomirskiemu (ok. 1546-1613) i w dużej mierze opierała się na pracach Gasparo Contariniego (1483-1542), chociaż znał on Wenecję z własnego doświadczenia (za „Defining the Identity of the Younger Europe”, red. Mirosława Hanusiewicz-Lavallee, Robert Aleksander Maryks, s. 38-39). Dzieła powstałe na przełomie XVI i XVII wieku, dostarczały antyabsolutystycznej polskiej szlachcie argumentów na rzecz tezy, że ustrój wenecki należy uznać za wzór dla Polski, jednakże najważniejsza była dla niej libertas Venetiana (wolność wenecka), jako potwierdzenie, że wybrano właściwą drogę.

Piotr Skarga, kaznodzieja nadworny Zygmunta III, w swoich „Kazaniach sejmowych”, wydanych w 1597 r. w Krakowie, metaforycznie wzywał możnowładców, by nie ograniczali dalej władzy królewskiej na rzecz bardziej habsburskiego absolutyzmu: „Przezacni Panowie! Nie czyńcie z królestwa polskiego niemieckiego rzeskiego [wolnego] miasta, nie czyńcie malowanego króla jako w Wenecyjej. Bo weneckich rozumów [mentalności] nie macie i w jednym mieście nie siedzicie” (Kazanie 6). Zbeształ też wielkie bogactwo i przepych życia szlachty, jej kosztownych strojów z aksamitu i jedwabiu, piwnic pełnych wina, pozłacanych powozów: „Patrzcie, do jakich dostatków i bogactw, i wczasów ta was matka przywiodła, a jako was ozłociła i nadała, iż pieniędzy macie dosyć, dostatek żywności, szaty tak kosztowne, sług takie gromady, koni, wozów; takie koszty, dochody pieniężne wszędzie pomnożone” (Kazanie 2), zaniedbując przy tym obronę Rzeczypospolitej: „Nikt w takim dostatku zamków i murów nie opatruje” (Kazanie 8).

Odniesienia do Wenecji są powszechne wśród XVII-wiecznych Sarmatów. Książę Jerzy Zbaraski (1574-1631), znany ze swojego rozwiązłego stylu życia, w liście do zaadresowanym do Stefana Paca ubolewa nad jego zaręczynami i dodaje: „wzywam cię do Wenecji, abyś pożegnał się z wolnością tam, gdzie wolność żyje”. W 1619 roku Jan Zrzenczycki, pisząc o Czechach, oświadcza: „Jako w Wenecyi nie masz nic droższego nad truciznę”. Według Sarbiewskiego, Jan Stanisław Sapieha (1589-1635) powiedział o sobie: „Wolę być Werończykiem niż Placentyńczykiem”. Jest to aluzja do przysłowia: Verona paucos, plurimos Placentia ad Aulae honores promovet („Werona niewielu wywyższa, Piacenza wielu wywyższa do zaszczytów dworskich”). „Szpetna młodemu w domu darmo leżeć. Zostawić tę kominkową szczęśliwość prostym weroneńskim rolnikom, że w której się urodzili, w tejże się starzeją chacie” – dodaje Franciszek Poniński (1661-1714), jezuicki kaznodzieja w Krakowie. Stąd słowo „Werończyk” (Veronese) uznawano za symbol prostoty (za „Cnoty i wady narodu szlacheckiego ...” Antoniego Górskiego, s. 19, 44, 96).

W 1589 roku włoscy architekci Paolo Romano Dominici (Paulo Romano muratore de Leopoli, Paweł Rzymianin) i Paolo de Ducato Clemenci (znany również jako Paweł Italczyk „Szczęśliwy”) przebudowali w stylu renesansowym starą gotycką kamienicę na rynku starego miasta we Lwowie, pod numerem 14, dla dalmatyńskiego kupca Antonia de Massaro (lub Antonio di Massari), który pełnił funkcję konsula Republiki Weneckiej w Rzeczypospolitej. Fasada jest ozdobiona romboidalnym boniowaniem. Główny portal ozdobiono w 1600 r. płaskorzeźbą z herbem Wenecji – uskrzydlonym lwem z otwartą księgą i napisem z dewizą miasta: „Pokój z tobą, Marku, mój ewangelisto” (PAX TIBI MAR/CE EVA/NGEL/ISTA MEVS DIXIT 1600). Budynek ten znany jest jako „Kamienica Wenecka”. Na Rynku Głównym w Krakowie, pod numerem 11, znajduje się również Dom Wenecki, zwany też Kamienicą Pod Karpiem Szarym. Od 1527 r. mieściła się w nim apteka należąca do rodzin aptekarzy: Alantsee, Zajdliczów (1607-1646) i Pernusów (do 1678 r.). Nazwa „Dom Wenecki” nawiązuje do nieudokumentowanego pobytu posłów Republiki Weneckiej i rzeźby uskrzydlonego lwa św. Marka, która była osadzona w murze dziedzińca do początku XX wieku. Włoscy architekci Pietro di Barbona i Paolo Romano Dominici byli również twórcami ozdobnej Wieży Lwowskiej wzniesionej w latach 1572-1578 na koszt Konstantinosa Korniaktosa (zm. 1603) z Kandii (obecnie Heraklion) na Krecie, wówczas części Republiki Weneckiej. Paolo de Ducato Clemenci i Paweł Włoch „Życzliwy” byli architektami synagogi Złota Róża wzniesionej w 1582 roku z fundacji Izaaka Nachmanowicza, natomiast Ducato, wraz z Ambroggio detto Przychylnym, był projektantem przebudowy cerkwi Zaśnięcia Matki Bożej we Lwowie, historycznie zwanej „cerkwią Wołoską”, w latach 1591-1629. Budynek ten został zbudowany w latach 1547-1559 przez Pietro di Lugano na miejscu poprzedniego, pochodzącego z XV wieku, zniszczonego w pożarze w 1527 roku. Dzwonnica katedry ormiańskiej ufundowana przez Andrzeja z Kaffy (1571 r.), została zaprojektowana przez Pietro chiamato Krasowskiego (por. „Dzieje Lwowa” Leszka Podhorodeckiego, s. 50).

W 1599 roku w Wenecji ukazała się bardzo ważna z punktu widzenia powiązań weneckich i relacji sarmacko-włoskich książka Pietra Bertellego pt. Theatrum Urbium Italicarum, powstała z inicjatywy biskupa kujawskiego Hieronima Rozdrażewskiego (ok. 1546-1600) i również jemu dedykowana (Ad Ill'mum et Reu'mum D. D. / Hieronymvm Comitem a Rozrazew / Episcopum Vladislauiensem et Pomeraniæ. / Regni Poloniæ Senatorem). W książce Bertelli zamieścił widoki i krótkie opisy pięćdziesięciu siedmiu włoskich miast, które polski biskup odwiedził lub chciał odwiedzić podczas swoich podróży. Tak więc oprócz największych metropolii, takich jak Rzym, Wenecja, Mediolan, Florencja i Neapol, kolekcja obejmowała również mniejsze miasta, takie jak Bergamo, Padwa i Cremona. Wychowany na dworze francuskim (nazywał on królową Katarzynę Medycejską swoją wychowawczynią i opiekunką) i wykształcony w Ingolstadt i Rzymie, Hieronim był uważany przez współczesnych za wielkiego miłośnika książek. Biskup interesował się historią i geografią i zlecił tę publikację z okazji swojej pielgrzymki do Rzymu na Wielki Jubileusz 1600 roku. Publikacja odniosła wielki sukces, o czym świadczą liczne wznowienia i naśladownictwa książki (wg „Theatrum urbium italicarum Pietra Bertellego ...” Sebastiana Dudzika, s. 113). Biskup posiadał podobizny królów Stefana Batorego i Zygmunta III na srebrze oraz 38 antyków (antiquitates), prawdopodobnie nabytych podczas podróży lub sprowadzonych do Polski. Inwentarz jego skarbca w pałacu w Wolborzu (z 1599 r.) wymienia znaczną ilość przedmiotów ze srebra i złota, w tym złoconą misę podarowaną przez cesarza i srebrną, złoconą figurę św. Jerzego walczącego ze smokiem, cztery powozy, jeden pokryty zielonym aksamitem, wykonany w Lublinie, jeden niemiecki i jeden włoski. W swoim pałacu we Włocławku biskup miał 21 kompletnych zbroi i dużą zbrojownię. Inwentarz wspomina tylko o dwóch obrazach, prawdopodobnie bizantyjskiej lub ruskiej (lub rosyjskiej) ikonie: „Obraz P. Maryi srebrem i kamieniem oprawny”, prawdopodobnie wymienionym wyłącznie ze względu na wartość oprawy, a także obraz Matki Boskiej oprawiony w srebro. Prawdopodobnie wspomina również o portrecie biskupa namalowanym na płótnie i zwiniętym w rulon („Obraz JEM. w trąbę zwiniony 1”). W 1597 roku Rozdrażewski podarował swój portret oprawiony w złotą ramę papieskiemu mistrzowi ceremonii Giovanniemu Paolo Mucante (zm. 1617), który zabrał go ze sobą do Włoch (wg „Biskup Hieronim Rozrażewski jako humanista i mecenas” Stanisława Librowskiego, s. 31-32).

​Porównania Krakowa z Rzymem są bardzo interesujące. Giovanni Paolo Mucante, który odwiedził Kraków w 1596 r. w towarzystwie legata papieskiego Enrico Gaetani (lub Gaetano, 1550-1599), zanotował w swoim dzienniku: „kiedyby Rzym nie był Rzymem, tedyby Kraków był Rzymem” (Se Roma non fusse Roma, Cracovia saria Roma). Chciał on jednak podkreślić międzynarodowe znaczenie handlowe i kulturalne oraz wielonarodowy charakter miasta, a nie jego aspekt religijny. Martin Gruneweg (1562-ok. 1618), kupiec z Gdańska urodzony w niemieckiej rodzinie luterańskiej, który nawrócił się na katolicyzm w 1588 r. we Lwowie i został mnichem dominikańskim, pozostawił szczegółowy opis Krakowa w latach 1587-1603, skupiając się na jego licznych budowlach sakralnych (według szacunków było tu 53 budowle sakralne, w tym 32 kościoły i 21 klasztorów). Martin, który również odwiedził Wieczne Miasto mniej więcej w tym samym czasie i opisał je szczegółowo, również porównuje Kraków do Rzymu, twierdząc, że był to „drugi Rzym” (gleich were sie ein anderes Roem). Jego protektorem był Obiedziski, dworzanin obranej królowej Anny Jagiellonki, i miał on również audiencję u królowej, co potwierdzają jego notatki. Gruneweg opisuje również miasto żydowskie (oppidum iudaeorum, Judenstatt) z wieloma ceglanymi domami, Zamek Królewski na Wawelu z rzeźbionymi złoconymi sufitami, marmurowymi podłogami i obramowaniami okiennymi oraz ścianami pokrytymi jedwabiem tkanym złotą nicią, a także lwiarnię w ogrodzie królewskim z czterema lwami oraz wspaniały arsenał zbudowany przez Zygmunta I przy ulicy Grodzkiej (wg „Kraków w zapiskach dominikanina Martina Grunewega ...” Piotra Hapanowicza, s. 39, 42, 44, 45, 55).

Podobnie jak w poprzedniej epoce, tak i w XVII wieku stroje zagraniczne nadal cieszyły się dużą popularnością wśród szlachty. Franciszek Siarczyński w swoim „Obrazie wieku panowania Zygmunta III …”, wydanym w Poznaniu w 1843 r., twierdzi, że widział „obrazy w Krakowie, w których Zebrzydowski podobny był do Sultana, Zborowski do rzymskiego rycerza, w Krośnie Stanisław Oświecim, ma cały ubiór Szweda, Tarnowski uzbrojonego Greczyna i t. p. Niesiecki opisał obraz w Topolnie Konarskiego Krzysztofa, z r. 1589, w postaci niemieckiego rycerza”. Szlachcic w hiszpańskim stroju paradnym, który brał udział w wyprawie królewicza Władysława Wazy na Moskwę w 1612 r., został wyśmiany przez innych żołnierzy: „[wracaj] do Salamanki, do Kompostelli, mospanie Hiszpan” (za „Obraz wieku panowania Zygmunta III ...”, s. 73-74). Według relacji dworzanina Jana Hagenaw z Warmii, podczas wizyty we Florencji, królewicz Władysław Zygmunt Waza (późniejszy Władysław IV) w niedzielę 9 lutego 1625 roku przejechał przez miasto konno w srebrno-złotym stroju janczarskim, a towarzyszył mu Don Lorenzo de' Medici (1599-1648) w szatach tureckich (wg „Polski strój Medyceusza” Magdaleny Piwockiej, s. 239).​

Zofia Osmólska, żona sekretarza królewskiego Stanisława Przedbora Koniecpolskiego (zm. po 1594 r.), straciła życie z powodu swojej, najprawdopodobniej hiszpańskiej sukni z długim trenem - została zabita przez konie spłoszone widokiem wielbłądów pod Zamościem; wyskoczyła z powozu, ale jej suknia zaczepiła się o zewnętrzny koniec osi powozu i konie ją poniosły. „Król Gustaw Adolf pokładał nam miecze na karkach. Wieleż się ochotników na plac wojenny porwało? więcej przy mydełku i zwierciadełku doma zostało” - ganił dworaków kaznodzieja Jakub Olszewski (ok. 1586-1634), nawiązując do wojny inflanckiej z lat 1625-1629 (za „Unia: sceny z przeszłości Polski i Litwy” Henryka Wisnera, s. 221). Autor „Perspektywy krótkiej po żałosnej klęsce rozproszenia wojskowego za Konstantynowem”, prawdopodobnie Szymon Starowolski (1588-1656), ubolewa nad tym, że właściciele ziemscy porzucili konie i zbroje, woląc kupować stroje dla swoich dam. Te ostatnie z kolei ubierają się wyłącznie po włosku i francusku, „szat polskich nie masz ni po rusku”. Podczas rozprawy o przyczynach klęski pod Pilawcami (wrzesień 1648 r.) kanclerz koronny twierdził, że przyczyną klęski był „pokój długi, w którym nauczyliśmy się po niemiecku gospodarować, po włosku fontanować [fetować], po francusku stroje perfumować” (za „Cnoty i wady narodu szlacheckiego ...” Antoniego Górskiego, s. 43, 58, 70, 74).​

Członkowie różnych grup etnicznych Sarmacji podróżowali do różnych krajów Europy Zachodniej, przede wszystkim w interesach, gdyż kraj był dostawcą wielu ważnych towarów, ale także w celu odbycia studiów, skorzystać z cieplejszego klimatu czy dla zdrowia, odbycia pielgrzymki lub po prostu odwiedzić inne kraje. Po ukończeniu studiów na Akademii Krakowskiej lub Wileńskiej lub innych ważnych szkołach Rzeczypospolitej zwyczajem było kontynuowanie studiów za granicą, m.in. w Padwie, Bolonii, Lowanium (Leuven), Lejdzie czy Ingolstadt. Za granicą Sarmaci często przyjmowali stroje lokalne, co potwierdzają liczne źródła, jednak niektórzy decydowali się na podróż w swoich tradycyjnych strojach – najczęściej w karmazynowym żupanie, delii i kołpaku. Stroje te były często uwieczniane przez różnych artystów z Włoch, Flandrii, Holandii i Francji.

Niektórzy cudzoziemcy byli także przedstawiani w strojach sarmackich, jak choćby malarz Martin Ryckaert na swoim wspaniałym portrecie namalowanym około 1631 roku przez Antona van Dycka (Muzeum Prado w Madrycie). Nicolas Lagneau (Biblioteka Narodowa Francji), Stefano della Bella, Guercino (Nationalmuseum w Sztokholmie) i Rembrandt pozostawili liczne rysunki i ryciny przedstawiające postacie ubrane w typowe stroje sarmackie. Takie ubiory można zobaczyć także na obrazach Mattii Pretiego (Muzea Kapitolińskie w Rzymie), Giuseppe Marii Galeppini (zbiory prywatne w Szwecji) i Davida Teniersa Młodszego (Luwr i Galeria Państwowa w Neuburgu).

Florencki malarz Sigismondo Coccapani (1585-1643), jeden z najlepszych uczniów Ludovica Cardiego, znanego jako Il Cigoli, ubrał jednego ze swoich wschodnich mędrców lub królów w kołpak podszyty drogim rysiem z dwoma piórami - białym i karmazynowym (symbole Rzeczypospolitej), a także w biało-karmazynowy dublet podszyty futrem, na swoim obrazie przedstawiającym Pokłon Trzech Króli namalowanym przed 1617 r. (Chiesa Prioria di Santa Maria nel Castello di Signa). Obraz ten został zamówiony w 1616 r. przez Marię Felice Palmieri, zakonnicę z klasztoru augustianów San Baldassarre w Coverciano i najprawdopodobniej ilustruje powszechne wśród ówczesnych Włochów wyobrażenie o bogatym wschodnim królestwie, gdyż mężczyzna otwiera skrzynię pełną skarbów, które chce ofiarować Madonnie. Coccapani ubrał także swego flecistę we wschodni strój podbity futrem (Galeria Uffizi we Florencji, nr inw. 1890 / 6034). Około 1660 roku Giovanni Maria Viani (1636-1700), malarz barokowy działający w Bolonii, wiernie przedstawił strój polskiego ambasadora klęczącego przed świętym Piusem V (1504-1572) na bocznym ołtarzu Sanktuarium Madonny di San Luca w Bolonii. Mężczyzna, z wąsami i czupryną, typowymi dla sarmackiej szlachty drugiej połowy XVII wieku, nosi niebieski żupan ​​i żółty płaszcz delia podszyty futrem. Malarz wiernie oddał również rysy zmarłego prawie wiek wcześniej papieża, niewątpliwie czerpiąc inspirację z innych portretów.

Johann Heinrich Schönfeld namalował około 1653 roku obraz pt. „Sarmaci przy grobie Owidiusza” (Muzeum Sztuk Pięknych w Budapeszcie i Royal Collection), który mógł być ilustracją jednej z wielu renesansowych relacji z wypraw w poszukiwaniu grobu poety, jak ta opisana przez Stanisława Sarnickiego w 1587 r. (Annales, sive de origine et rebus gestis Polonorum et Lituanorum, s. 73), a Philips Wouwerman w latach 1656–1668 namalował obraz przedstawiający kawalerię polsko-litewską walczącą z armią „rozbójnika Europy” w czasie potopu (National Gallery w Londynie).

Sarmaci, jak chociażby Stefano Ubaldini della Ripa (1585-1621) ze Lwowa, który zmarł w Padwie, prawdopodobnie również podróżowali do Włoch w stroju narodowym - jego wspaniałe epitafium, wystawione przez „nację polską” w pobliżu pierwszej kaplicy polskiej, znajduje się w bazylice św. Antoniego w Padwie.

Z punktu widzenia portretów i strojów z początku XVII wieku niezwykle interesujący jest dokument króla Zygmunta III potwierdzający przywileje nadane rodzinie Szembeków (Biblioteka Jagiellońska, BJ Rkp. Dypl. 749). Dokument powstał w 1616 roku, a iluminacje przypisuje się krakowskiemu malarzowi cechowemu Marcinowi Proszowskiemu, zmarłemu przed 1642 rokiem. Strona 10v przedstawia trzech członków rodziny: Hieronima, Aleksandra Bartłomieja i Gabriela, na tle scen z bitwy pod Kircholmem (1605) i oblężenia Smoleńska (1609-1611), ukazanych w zbrojach typowych dla ówczesnej sarmackiej szlachty. Scena przyjęcia indygenatu („naturalizacji”) w Polsce-Litwie-Rusi, 25 lipca 1566 roku w Warszawie (str. 5r), została prawdopodobnie zainspirowana autentyczną sceną z dworu królewskiego z końca XVI lub początku XVII wieku, o czym świadczą kryzy mężczyzn w środku. Członkowie senatu zostali przedstawieni w strojach narodowych (kołpak, żupan i delia). Po lewej Bartholomäus Schönbegk II, pochodzący z Brandenburgii, przyjmuje uznanie obcego szlachectwa od króla Zygmunta II Augusta, którego wizerunek inspirowany jest autentycznymi podobiznami ostatniego męskiego Jagiellona. Król, noszący Order Złotego Runa, siedzi pod okrągłym, późnorenesansowym baldachimem, ozdobionym Białym Orłem i jego monogramem SA. Nad baldachimem, w malowanej lunecie zdobiącej wnętrze, widnieje półnaga kobieta siedząca na złotym rydwanie ciągniętym przez dwóch mężczyzn pośród fal lub chmur. Można ją zidentyfikować jako Salację (lub Amfitrytę), królową mórz, lub Wenus. Oryginalny przywilej, wraz z innymi dokumentami rodzinnymi, został ewakuowany do Paryża na początku II wojny światowej, a następnie do Portugalii i przekazany bibliotece w 2012 roku.

„Portrety książąt i królów polskich, ukazane z natury” (Principvm et regvm Polonorvm imagines ad vivvm expressae, Biblioteka Narodowa, SD XVI.F.377) ilustrują wspaniały mecenat i moralność wczesnego okresu Wazów w Polsce-Litwie-Rusi. Dzieło to, wydane w 1594 roku w Kolonii przez Arnolda Myliusa, zostało dedykowane księciu-kardynałowi Jerzemu Radziwiłłowi (1556-1600), którego portret i herb również znalazły się w publikacji. Zawiera ono jeden z pierwszych cyklów portretów władców Polski – od legendarnego Lecha do Stefana Batorego – a także opis ich panowania (według łacińskiej edycji Kroniki Kromera). Portrety oparte są na słynnej liście królów Polski autorstwa Tomasza Tretera. Johann Hogenberg, syn Fransa Hogenberga, działający w Mechelen i Kolonii w latach 1594-1614, jest autorem ryciny przedstawiającej portret kardynała (sygnatura: Ioha. Hogenberg... sculp.). Jest on również najprawdopodobniej autorem ryciny na stronie tytułowej, przedstawiającej książęcą koronę i zmysłową kobiecą personifikację Abundantii, rzymskiej bogini obfitości i dobrobytu, trzymającej róg obfitości, a także wizerunek kobiety trzymającej głowę mężczyzny przy swoim łonie, być może jedno z rzymskich bóstw poczęcia, jak chociażby Libera. Stronę tytułową wieńczy łacińskie zdanie: „Nic tak nie zdobi księcia, jak łaskawość i hojność” (NIHIL EST QVOD ÆQVE EXOR, NAT PRINCIPEM AC CLEMENTIA ET LIBERALITAS).

Inwentarz dzieł sztuki z kolekcji kanclerza Jerzego Ossolińskiego (1595-1650), ocalałych przed grabieżą wojsk szwedzkich w czasie potopu, wymienia dzieło „Venera z wosku za szklem, w Ramkach czarnych” (Archiwum Główne Akt Dawnych w Warszawie, sygn. 1/357/0/1/7/12, s. 5), niewątpliwie bardzo realistyczną płaskorzeźbę lub rzeźbę.

Zachowana poezja, powstała przed potopem, potwierdza obraz zamożnej Rzeczypospolitej, zmagającej się z różnymi problemami społecznymi, a nie kraju wyniszczonego ciągłymi wojnami i najazdami sąsiadów, walczącego o swoją niepodległość. Zbiór rękopisów poetów polskich, głównie członków wspólnoty braci polskich, zebrany w 1675 r. przez Jakuba Teodora Trembeckiego (1643-1719/1720), wydany w latach 1910-1911 przez Aleksandra Brücknera („Jakuba Teodora Trembeckiego wirydarz poetycki”, tom I), zawiera następujące wiersze nieznanych poetów: 27. Na włoską ucztę, 28. Dostatek polski, 29. Swawola polska, 165. Na stroje cudzoziemskie w Polszcze („Ledwie dziś znać Polaka, Włoszy, Francuzowie, Po dworach wielkich wszędzie”); Jana Gawińskiego z Wielomowic (ok. 1622 - ok. 1684): 215. Na Wenerę („Nierada Wenus nikogo bogaci; Ma syna golca; rada, kto jej płaci”), 262. Panna bez wstydu („I naturę twą piękną i wspaniałe zmysły, Popsowały, ma Panno, tych strojow wymysły”), 263. Dzisiejsze żony („U poganow za męże żony umierały, A dziśby i na grobie jego tańcowały”), 325. Koncept ruskiego malarza pod obrazem Judyty, ucinającej leb Holofernowi; Hieronima Morsztyna (ok. 1581 – ok. 1622): 368. Dworska choroba („Kiła, szyszki [wrzody], dymienice, Z francuskiej przyszły granice, W zantuzie [burdelu] im nocleg dano”), Jana Andrzeja Morsztyna (1621-1693): 471. Do Włocha („Przedajesz, Włochu, weneckie towary, I masz niemały pożytek z tej miary”) oraz Daniela Naborowskiego (1573-1640): 617. Do jednego hermafrodyty („Kiepeś a pyje nosisz, otoż masz oboje [Masz postać kobiecą, lecz masz kuśkę, jesteś więc i kobietą, i mężczyzną]”), 643. Na nagie obrazy w łaźni („Łaźnia tu, w łaźni nago myć się przyzwoita”). W swoim obscenicznym epigramacie o kobiecych piersiach Hieronim Morsztyn najprawdopodobniej zainspirował się włoskim pierwowzorem: „Cazzo [włoski wulgaryzm określający fallusa] w kroku pojmane nie mogło się sprawić” (wg „Poeta i piersi” Radosława Grześkowiaka, s. 18).

Ogromna różnorodność języków używanych w epoce Wazów znajduje odzwierciedlenie w wielkiej popularności włoskich i angielskich trup teatralnych. Na uroczystościach zaślubin Zygmunta III z Anną Habsburżanką w Krakowie w 1592 r. wystąpiło trzech włoskich aktorów. W liście z Nysy z 18 marca 1617 r. arcyksiążę Karol Habsburg, biskup wrocławski, brat królowej Konstancji Habsburżanki, do kardynała Dietrichsteina, namiestnika Moraw, polecał angielskich aktorów, którzy przybyli do Nysy z Polski-Litwy „z królewskimi rekomendacjami i cennym świadectwem” (mit Königlichen recommendationen vndt quethen Zeügnus) od króla Zygmunta III, na którego dworze spędzili kilka miesięcy. Należeli oni najprawdopodobniej do trupy teatralnej kierowanej przez Johna Greena. W 1636 roku angielscy aktorzy występowali w Wilnie i Warszawie na dworze Władysława IV Wazy (według listu Aarona Asken/Arenda Ärschena z lipca 1636 roku do burmistrza Gdańska). W maju 1640 roku kilku angielskich aktorów zwróciło się do Rady Miasta Gdańska o pozwolenie na występ, jednak odmówiono im, pomimo listu polecającego od Władysława IV, na którego dworze w Warszawie niedawno występowali. Joachim Posselius (zm. 1624), nadworny lekarz Zygmunta III, w swojej kronice Historia rerum Polonicarum ... wspomina, że ​​na dworze królewskim odbywały się przedstawienia teatralne w języku niemieckim lub włoskim (wg „Notatki do dziejów teatru w dawnej Polsce” Adama Fischera, s. 267-275).

W XVII wieku włoski był nadal uważany za język międzynarodowy w stosunkach dyplomatycznych. W liście z więzienia do biskupa Saint-Malo w 1639 r. Jan Kazimierz Waza oświadczył, że nie zna języka francuskiego; ze swoją żoną Ludwiką Marią Gonzagą korespondował po włosku. Kazanowski odpowiadał francuskim posłom w tym języku podczas elekcji w 1648 r.​

Powszechnie uważa się, że pochodząca z Francji królowa Ludwika Maria Gonzaga wprowadziła w Polsce bardziej odważne, żeby nie powiedzieć niestosowne stroje kobiece, głównie ze względu na wyraźny kontrast między wizerunkami królowej a portretami jej poprzedniczek z dynastii Habsburgów – Cecylii Renaty, Konstancji i Anny Habsburżanek. Wielu autorów zdaje się jednak zapominać, że królowe te preferowały modę dworu cesarskiego oraz hiszpańskiego, która nie pozwalała na odkryte piersi opisane przez Wacława Potockiego (1621-1696). Popularność śmiałych strojów francuskich, weneckich i florenckich potwierdził znacznie wcześniej Piotr Zbylitowski w wydanej w Krakowie w 1600 roku „Przyganie wymyślnym strojom białogłowskim”, zaś na dworze Jagiellonów dominowała moda włoska. Chociaż rzeczywiście moda wprowadzona przez Ludwikę Marię „odkrywała” więcej na widok publiczny.

Już pod koniec 1635 roku jej portret, a także portret Mademoiselle de Bourbon, Anny Marii Ludwiki Orleańskiej (1627-1693), mającej wówczas zaledwie osiem lat, został zamówiony przez hrabiego Charles'a d'Avaugour du Bois (1600-1657) i przywieziony do Warszawy przez Claude'a des Salles (zm. 1648), barona de Rorté, francuskiego rezydenta w Hamburgu. Prawie dwa lata później, w lutym 1637 roku, Jan Zawadzki (zm. 1645) przywiózł z Francji kolejny portret Ludwiki Marii (wg „Polsko-habsburské vztahy v době Ferdinanda III. a Vladislava IV ...” Blanki Čechovej, s. 85, 89).

W liście z Gdańska z 15 lutego 1646 roku, adresowanym do kardynała Julesa Mazarina (1602-1661), królowa napisała, że „damy polskie są ubrane, jak we Francyi ubierano się przed piętnastu laty: suknie uszyte pospiesznie, o stanach bardzo krótkich i bardzo szerokich rękawach. Wszystkie śpieszą się, jak mogą, aby naśladować nasze ubrania. Materye ich są nadzwyczaj kosztowne i cale drogimi kamieniami pokryte. Synowa kanclerza W. koronnego [Katarzyna Ossolińska z Działyńskich] zmienia strój codziennie”. Francuski dworzanin Jean Le Laboureur (1621-1675) również potwierdza, że wielu szlachciców na przyjęcie królowej ubierało się w stylu francuskim. Szymon Starowolski (1588-1656) w swoim dziele „Reformacya Obyczaiow Polskich”, opublikowanym przed 1653 rokiem, ubolewa, że „wszytka już prawie Polska sfrancuziała, a podobno sfrancowaciała [dotknięta chorobą francuską - franca, kiła, syfilis]”, a Krzysztof Opaliński (1609-1655) nie mógł się powstrzymać od wykpiwania przesadnych strojów i nadmiernego używania kosmetyków przez damy w swoich „Lirykach” (ośle mleko dla rozjaśnienia cery, prażone migdały dla przyciemnienia brwi, rozdrobnione korale z pianą morską - sepiolitem jako puder do policzków). „Magnatki tutejsze bardzo lubią wystawę w ubiorach: zamawiają więc rozmaite delikatne roboty u zakonnic i dobrze im płacą” – pisała jedna z francuskich sióstr od Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny, która odwiedziła Polskę w 1654 roku. Dodaje ona również, że widziała w kilku klasztorach wspaniałe hafty srebrne, złote i jedwabne, najdoskonalszej roboty, ozdobione klejnotami z wielkim przepychem, czasem nawet luksusem. Królowa Ludwika Maria, która właśnie opuściła Paryż, pisała we wspomnianym liście do kardynała Mazarina, że: „Przepych jest nadzwyczajny [...] Słowem, nie miałam nawet o tem pojęcia, mimo najkorzystniej uprzedzonych myśli, jakie sobie tworzyłam, aby nabrać otuchy w ciągu podróży. Wszystko przeszło moje oczekiwania, a wobec tego, nie będziesz WPan watpił, że jestem bardzo zadowolona” (za „Studya historyczne” Wiktora Czermaka, s. 75-76, 98-99, 101-102, 123-125, 127) .

Rejestr bogatej wyprawy nieznanej księżnej z 19 kwietnia 1650 r. wymienia liczne suknie, w tym „Sukienka czarna, materya francuzka i francuzką robotą robiona”, tkaniny i koronki flamandzkie, holenderskie i tureckie, a także „Zégarek srebrny francuzki”, „Pudełeczko francuzkich konterfektów dla strojów”, „Flaszeczka z francuzką wódką do umywania”, „Proszki francuzkie do posypywania włosów”, a także różaniec z agatu zakupiony w Rzymie za 100 dukatów, ale tylko jeden obraz „Obrazek na miedzi we srébro oprawny, S. Katarzyny” (kryptoportret właścicielki?), prawdopodobnie wymieniony tutaj ze względu na drogocenny materiał, na którym został namalowany i oprawiony (por. „Ubiory w Polszcze ...” Łukasza Gołębiowskiego, s. 284, 289-292).​

Czasem cudzoziemki też przejmowały coś z polskiej mody. Francuzka i dama dworu królowej Maria Kazimiera de La Grange d'Arquien w jednym z listów do Jana Sobieskiego zwierzyła się, że zamiast francuskich fryzur nosi polskie czepki i że ma już dość stanika, który nosiła do tej pory i kazała zrobić nowy: „il est un peu [jest on bardziej] z krymska zapięty na bakier” z polskimi słowami w liście po francusku. Choć jej nowy strój nie był czysto polski, bo słowo „z krymska” wskazuje także na oryginalny wzór tatarski.

Władysław IV kupował i zamawiał u kupców włoskich wiele luksusowych tkanin dla siebie i królowej. W 1637 r. zapłacono krakowskiemu kupcowi Wincentemu Barsottiemu sumę 11 281 złotych za jedwab i pościel przeznaczone na wesele królewskie, a rok później, we wrześniu 1638 r., Władysław nabył za pośrednictwem Hieronima Pinocciego we Włoszech „pięć sztuk złotogłowu” za kwotę 7 265 złotych, a kilka lat później, w listopadzie 1645 r., był ponownie winien Pinockiemu 4 000 talarów za tkaniny przywiezione z Wenecji i Wiednia. Jak wynika z listu króla do podskarbiego z dnia 7 grudnia 1634 r., gdy poseł Rzeczypospolitej udał się do Moskwy, w jego otoczeniu znajdował się dworzanin z zamówieniem królewskim na zakup „różnych a przednich futer” za 20 000 złotych. Jak wynika z rachunków z lat 1652-1653, Jan Kazimierz nabywał atłas, aksamit, kitajkę (delikatny jedwab), złote koronki, wstęgi itp., a także futra z rysi, gronostajów, soboli i popielic, głównie od Żydów. W 1667 r. pannie Ruffini, najwyraźniej Włoszce lub włoskiego pochodzenia, jak wskazuje jej nazwisko, na potrzeby kuchni królowej płacono od 2 318 do 2 528 zł miesięcznie.
Dzieła sztuki i pałace
„Dlategoż im najpodobniejszą do żywego człowieka snycerz wyrżnie abo malarz wymaluje figurę, tym go barziej chwalimy, i słusznie, bo imitatus est naturam”, stwierdził o. Jacek Mijakowski (zm. 1647) w kazaniu wygłoszonym 26 grudnia 1637 r. w Krakowie („Kokosz wprzód p[anom] krakowianom w kazaniu za kolędę dana ...”). Dominikański kaznodzieja, wykształcony w Bolonii i Mediolanie, zakończył swoje kazanie włoskim przysłowiem: La vivanda vera è l’afetto e la cera („Prawdziwa potrawa to dobry afekt i oblicze”, wg „Jacek Mijakowski ...” Romana M. Mazurkiewicza, s. 95, 123).

Oprócz Dolabelli, innym ważnym malarzem z Republiki Weneckiej, działającym w Krakowie w pierwszej ćwierci XVII wieku, był Astolfo Vagioli, pochodzący z Werony, który według Mieczysława Skrudlika (1887-1941) „od Tintoretta przejął koloryt ” (wg „Tomasz Dolabella”, s. 58). Od 1590 roku tworzył on na dworze kardynała Andrzeja Batorego (zm. 1599) w Siedmiogrodzie. W Krakowie współpracował z Dolabellą i namalował między innymi kilka obrazów ołtarzowych dla bazyliki Bożego Ciała w 1617 roku. Wśród jego uczniów był Zachariasz Dzwonowski. Innym malarzem pochodzenia weneckiego lub ogólnie włoskiego był Antonio Nozeni (Antoni Nuceni, Nuceryn), działający w drugiej połowie lat czterdziestych XVII wieku oraz, najprawdopodobniej, Andrzej Wenesta lub Weneta (Andrea Venosta vel Venesta, Venusta?), autor obrazu w ołtarzu głównym kościoła św. Katarzyny, namalowanego w 1674 roku. Członkowie rodziny Venosta byli rzeźbiarzami i kamieniarzami w Chęcinach w pierwszej połowie XVII wieku.

Podczas gdy, według rachunków Władysława IV za lata 1636-1639 był on winien 39 412 złotych za wina włoskie, francuskie i węgierskie sprowadzone z Wiednia, a jubilerowi 90 000 złotych, zaś Jan Kazimierz zapłacił zegarmistrzowi w latach 1652-1653 około 17 500 złotych, około 13 000 zł wydał na ubrania i łącznie 74 726 złotych na piękne stroje dla swojej służby, zakup i wykonanie kilku obrazów (Salomonowi Schindlerowi za obrazy, ks. Karwatowi za obrazy namalowane w Rzymie, malarzowi elbląskiemu) zapłacono zaledwie 2 026 złotych, według rachunków z 1652-1653.

Ta niższa wartość nie oznacza, że nie były to obrazy wyśmienite. Pamiętajmy, że „dawni mistrzowie” stali się nimi znacznie później i wybitni malarze, za których dzieła niektórzy są dziś skłonni zapłacić fortunę, czasami mieli trudności ze sprzedażą swoich dzieł za życia lub ich obrazy były niedoceniane, jak w przypadku El Greco, wybitnego malarza grecko-hiszpańskiego wykształconego w Wenecji. El Greco otrzymał jedynie 350 dukatów za Obnażenie z szat (El Expolio), ukończone wiosną 1579 r. do ołtarza głównego zakrystii katedry w Toledo, chociaż jego własny ekspert wycenił dzieło na 950, natomiast Męczeństwo św. Maurycego, namalowane do Escurialu w 1580 roku, nie zadowoliło króla Filipa II. Jedyne w Polsce arcydzieło El Greco, prawdopodobnie pochodzące ze zbiorów Lubomirskich, zostało odkryte przypadkowo w 1964 roku w kościele parafialnym w Kosowie Lackim na wschód od Warszawy i co za tym idzie przez kilka stuleci było zapomniane. Nie można wykluczyć, że „wenecki” styl dzieła zyskał uznanie młodego Jerzego Sebastiana Lubomirskiego (1616-1667) i zakupił on ten obraz podczas swojej wizyty w Hiszpanii w 1634 roku.

Szczególnie interesujący jest pośmiertny inwentarz majątku ruchomego królewskiego architekta Giovanniego Battisty Trevano z Lugano, sporządzony 21 listopada 1642 roku przez jego wdowę i krakowskiego księgarza Oktawiana Besticiego. Trevano wprowadził do polskiej architektury najnowsze trendy z rzymskiego środowiska Carla Maderny i był ważną postacią krakowskiego środowiska włoskiego, do którego należeli kupcy Bottini i Moriconi, budowniczowie Giovanni Battista Petrini i Gaspare Arconi oraz mediolański rzeźbiarz Ambrogio Meazzi, imigranci z rodzinnego Lugano, tacy jak Giovanni Reitino i Sebastiano Sala, a także jego dłużnicy, tacy jak Andrea Cellari, pochodzący z mediolańskiej rodziny kupieckiej, wenecki kupiec Giovanni Marsali de Jacobis i mistrz cechowy Francesco Mocini (Mucini). Trevano strzegł interesów swoich braci, weneckich kupców Giovanniego Pietra Trevano (Petrus Trevanus de Lagano) i Giovanniego Marii Trevano (D. Joannis Mariae Trevani, fratris ejus germani, Venetiis mercaturam agentis), w Krakowie. Pierwszą żoną architekta była Elżbieta Cannega (Kanagi), z którą w 1631 roku kupił nieruchomości w Ticino, a drugą Santina, pochodząca z Lugano, córka Francesca da Carli. Pomimo bliskich kontaktów z ojczyzną i rodakami, inwentarz jego dóbr jest porównywalny z wieloma innymi sarmackimi inwentarzami z tego okresu, gdzie nacisk położony jest głównie na najcenniejsze przedmioty, w tym biżuterię, srebra, ubrania i futra. Oprócz kabatów, pludrów oraz płaszczy i wielu zachodnich elementów garderoby, w jego posiadaniu znajdowały się również typowe sarmackie stroje (delijka podszyta, kożuch turecki, kabat, czapka sobolowa, czamara popielata podszyta futrem). Architekt posiadał cztery „obicia” (tapiserie holenderskie lub flamandzkie?), trzy dywany (kilimy) i cztery kobierce, obrusy, duże ilości miedzianej, mosiężnej i cynowej zastawy, pięć stołów, dwie prasy, przyrządy kuchenne z żelaza oraz szkło, a wśród tych naczyń (między cyną a stołami) wzmiankowanych jest „obrazów dwadzieścia dwa”. Nie ma wzmianki o ich tematyce, ale ich liczba świadczy o bogatym wystroju domu przy ulicy Kanoniczej w Krakowie, zajmowanego przez architekta co najmniej od 1610 roku (wg „Inwentarz pośmiertny ruchomości architekta królewskiego Jana Trevana z roku 1642” Piotra Józefa Janowskiego, s. 104-105, 113-114). Fakt ten prawdopodobnie świadczy o niższej wartości tych malowideł w porównaniu z innymi przedmiotami, ale nie oznacza to, że włosko-szwajcarski architekt w służbie króla i możnowładców Rzeczypospolitej posiadał obrazy niskiej jakości. W źródłach późniejszych niż inwentarz wzmiankowano „obraz Panny Marii wielki”, który przypadł Santinie.

Nuncjusz Mario Filonardi (1594-1644) w liście z 11 lipca 1637 roku do kardynała Bartoliniego wspomina, że Władysław IV, aby ozdobić swój pałac w Ujazdowie, sprowadził z Florencji dużą liczbę posągów z brązu, marmurowych stołów i statuetek. Rzeźby te miały kosztować 7 000 talarów, a ich rozmieszczeniem zajmował się wykształcony w Rzymie architekt Agostino Locci. Nazwisko autora nie jest wymienione, ale głównym rzeźbiarzem działającym wówczas we Florencji był Pietro Tacca (1577-1640), który pracował dla kuzynów Władysława z rodu Medyceuszy i wykonał konne posągi z brązu przedstawiające wuja króla - Filipa III, władcy Hiszpanii i jego syna Filipa IV, oba w Madrycie. W 1625 roku Władysław podczas swojej wizyty we Florencji lub Livorno, skąd miał udać się do Genui, miał także okazję osobiście spotkać się z rzeźbiarzem. Nie zachował się żaden ślad po tych posągach, co wskazuje, że prawdopodobnie zostały one przetopione przez najeźdźców na armaty.

Choć od średniowiecza najczęściej korzystano z połączenia lądowego z Włochami, od końca XVI w. zintensyfikowały się także morskie stosunki handlowe, a statki z Gdańska przewoziły do Włoch zboże i inne towary, zabierały zaś towary luksusowe i dzieła sztuki. Charles Ogier (1595-1654), sekretarz posła francuskiego Claude'a de Mesmes, hrabiego Avaux, który gościł w Polsce w latach 1635-1636, zapisał w swoim pamiętniku, że w domu patrycjusza gdańskiego Karla Schwartzwalda podziwiał srebrnego konia, dzieło wybitnego florenckiego rzeźbiarza, którego uważał za twórcę pomnika konnego znajdującego się w Paryżu na Pont Neuf. Brązowy pomnik konny Henryka IV (1553-1610) na Pont Neuf wzniesiono w 1614 r. (rozebrany w 1792 r. podczas rewolucji francuskiej), został zaś zamówiony przez królową Marię Medycejską w jej rodzinnej Florencji w 1604 roku. Oryginaly twórca pominka, Giambologna, zmarł przed jego ukończeniem, a zlecenie przejął Pietro Tacca. Aby odtworzyć rysy króla, musieli oni posłużyć się rysunkami lub obrazami przysyłanymi z Francji, przedstawiającymi Henryka. Schwartzwald posiadał także posąg pływającego chłopca, wyrzeźbiony w srebrze na wzór woskowego oryginału autorstwa Michała Anioła oraz obrazy przywiezione z Włoch, takie jak św. Maria Magdalena „całkowicie naga” oraz Judyta i jej służąca z głową Holofernesa. W domu Elisabeth Giese, wdowy po burmistrzu Arnoldzie von Holten, w kwietniu 1636 roku Francuz widział portrety Lutra i Melanchtona pędzla Lucasa Cranacha oraz portrety włoskich poetów Pietro Bembo (1470-1547) i Jacopo Sannazaro (1458-1530), oba najprawdopodobniej autorstwa Tycjana, jak i mniejszy portret Erazma z Rotterdamu. Podziwiał także obraz „malowany w Anglii” (por. „Życie codzienne w Gdańsku ...” Marii Boguckiej, s. 108). 

W domu Johanna Ernsta Schröera zobaczył znakomity obraz Albrechta Dürera przedstawiający mężczyznę trzymającego w dłoni papier oraz cztery obrazy Cranacha - portrety Erazma, Lutra i Melanchtona oraz czwarty, nieco większy, przedstawiający Wenus z Kupidynem kradnącym miód. „Wyobraża owa Wenus pewną kochankę saskiego elektora, Fryderyka, którą on osadził w okolicy dość pustej wśród skał i lasów i po stracie której nigdy się nie uspokoił. Owe skały i zamek wyobrażone są na tym obrazie podpisanym: Kein Lieb ohn Leid [Nie masz miłości bez cierpienia]” (Tres alias habet Lucae Kranic, qui fuit præconsul Wittenbergensis: Erasmi, Lutheri et Melanchtonis; sunt illæ ad vivum expressæ. Habet et quartam maioris paulo voluminis, nam aliae pedem non excedunt. Venus est nuda, quæ sinistra manu elatoque brachio ramum arboris prehendit Auditque Cupidinem suum, qui flens de apibus zdobywca, quæ illum pupugerunt [...] Exprimit illa Venus amasiam quandam Frederici electroris Saxoniæ, quam in loco satis solitario inter rupes ac silvas collocaverat, quam cum deperiret, animus illi conquiescebat nunquam: rupes illæ et castellum in tabula expressæ sunt cum hac inscriptione: Kein Lieb ohn Leid, za „Biblioteka gdańska: Seria źródeł historycznych ”, tom 1, 1953, s. 124-125).

„Niepodobna przypuścić, aby Florentyńczyk lub Wenecyanin osiadły we Lwowie, taki Gucci, Bandinelli, Ducci, Massari lub Ubaldini, nie posiadał wrodzonego zmysłu znawstwa, lub żeby taki Alembek, Kampian, Wilczek, co cały szereg lat strawił we Włoszech i odbywał częste podróże do Niemiec, wieszał na ścianach swojej komnaty grube i niedołężne próby pędzla. Lwów posiadał zawsze dobrych albo raczej średnich malarzy, głównie portrecistów, świadczą o tem dochowane do dziś portrety patrycyuszów, ale obok portretów spotykamy w inwentarzach kompozycye a często znajdujemy wyraźne objaśnienia, że obrazy były włoskie i niderlandzkie. W każdym razie fakt to stwierdzony inwentarzami, że mieszczaństwo lwowskie lubowało się w dziełach malarstwa i że ktoby dziś miał u siebie tyle płócien, ile ich pozostawił po sobie niejeden mieszczanin lwowski XVI i XVII w., uchodziłby chyba za amatora i kollekcyonistę” – stwierdza Władysław Łoziński (1843-1913) w swojej książce o patrycjuszach i mieszczanach lwowskich w XVI i XVII wieku (wg „Patrycyat i mieszczaństwo lwowskie ...”, s. 205-207). Autor wymienia, że ​​Piotr Hrehorowicz pozostawił 12 obrazów, Grzegorz Jakubowicz 22, Mikołaj Bernatowicz około 50, wśród których 18 dużych płócien, 17 mniejszych niderlandzkich, a ponadto marmurową płaskorzeźbę, przedstawiającą alegorię pięciu zmysłów; Erazm Syxt 50, Wolf-Szolcowa 27, Ormianin Iwaszkiewicz 48, wśród których były obrazy cesarzy rzymskich i królów polskich (6) oraz sułtanów osmańskich (cesarzy tureckich, 16); Stanisław Castelli 25, wśród których cztery moskiewskie i konterfekt Króla Jegomości na złocistej skórze; Konstanty Mezapeta 51, wśród których 7 moskiewskich; złotnik Siedmiradzki 21, Filip Ducci 40 obrazów na pergaminie, radny Jan Lorencowicz 40, urzędnik miejski Wojciech Zimnicki 18 obrazów, wśród których dwa portrety Zygmunta III, portret królowej, portret króla Zygmunta Augusta, portret „pana pisarza”, „pani pisarzowej” i „konterfekt bratni”; Krzysztof Głuszkiewicz 20 dużych obrazów, dwa srebrne obrazy, 3 obrazy na blasze, obrazy moskiewskie w ryzie srebrnej i bez ryzy, obraz św. Jana Ewangelisty, dzieła rosyjskiego lub ruskiego, 6 obrazów „kortezyańskich” (najpewniej przedstawiających kurtyzany), Hołub Awedykowicz miał siedem obrazów królów polskich na deskach i 5 alegorii zmysłów; Stanisław Józefowicz 60 obrazów, doktor Kosnigiel 69, Waleryan Alembek 102, doktor Jakub Sebastian Kraus posiadał kilka obrazów o tematyce religijnej i świeckiej, w tym obraz spei cum anchora, obraz Reipublicae afflictae et infelicis itp. Kilka obrazów zachowanych w Lwowskiej Narodowej Galerii Sztuki, jak np. Madonna warsztatu Andrei del Sarto ze zbiorów Józefa Bilczewskiego (1860-1923), łacińskiego arcybiskupa lwowskiego (nr inw. Ж-1632), Nawiedzenie Marii Jana van Scorela ze zbiorów Lubomirskich (nr inw. Ж-760), Święta Rodzina ze świętymi warsztatu Bonifazio de' Pitati (Bonifacio Veronese) ze zbiorów Lwowskiej Galerii Miejskiej (nr inw. Ж-96), Judyta nad ciałem Holofernesa Alessandra Turchiego ze zbiorów Lubomirskich (nr inw. Ж-2420) oraz Śpiąca Wenus malarza flamandzkiego według Giorgione ze zbiorów Lwowskiej Galerii Miejskiej (nr inw. Ж-494), a także przypisane przeze mnie obrazy Chrystus niosący krzyż warsztatu Bernardina (zm. 1510) i Francesca Zaganellego (zm. 1532) ze zbiorów Leona Pinińskiego (nr inw. Ж-1920), Kleopatra, pędzla florenckiego malarza Domenica Puligo (1492-1527) ze zbiorów Władysława Kozłowskiego (1832-1899) (nr inw. Ж-3853) i Święta Agata, autorstwa neapolitańskiego malarza Andrei Vaccaro (1604-1670) z kolekcji Dzieduszyckich (nr inw. Ж-155), zostały prawdopodobnie sprowadzone na Ruś już w XVI i XVII wieku. Patrycjusze lwowscy szczególnie upodobali sobie obicia ścienne, arrasy, dywany i kobierce, zwłaszcza orientalne, ale posiadali również obicia zwane coltrina lub coltre (kołtryna), czyli makatę ścienną lub zasłonę z tkaniny lub papieru, zwykle wytwarzane w Neapolu („koltryny neapolitańskie”) lub w Bergamo („obicia malowane bergamskie”), tkaniny ze zwierzętami i ptakami, arrasy (szpalery) z końmi i postaciami, jak np. „opony niderlandzkie”, o których wspominają inwentarze Ormianina Mikołaja Bernatowicza i mieszczki Wolf-Berndtowej.

Podobnie jak w poprzednim okresie, podczas podróży nabywano cenne przedmioty; na przykład Jan Sobiepan Zamoyski (1627-1665) podczas pobytu we Florencji w 1644 r. nabył kamienne (pietra dura) stoły za kwotę ponad tysiąca piastrów (por. „La trama Nascosta - Storie di mercanti e altro” Rity Mazzei). Wizyty znacznej legacji sarmackiej w głównych ośrodkach artystycznych XVII-wiecznej Europy: Monachium, Antwerpii i Bolonii, zostały opisane w dzienniku Stefana Paca (1587-1640), który towarzyszył królewiczowi Władysławowi Zygmuntowi Wazie w jego podróży po Europie Zachodniej w latach 1624-1625. W stolicy Bawarii zobaczyli „pałac z ogrodem, które jeśli nie przechodzą, tedy się równają pewnie wszelakim włoskim w tym rodzaju kunsztom. [...] To wielka, co książę bawarskie powiadał, że do tak zacnéj struktury, jaka jest tego pałacu i ogrodu, nie przyłożył się najmniejszą rzeczą żaden inżenier a nawet ani malarz cudzoziemski. Sam książę każdego najmniejszego disegnia mistrzem był, a niemieccy rzemieślnicy, co on kazał robili”. „Widzieliśmy dom, w którym kosztowne opony [arrasy], co je na wszystek świat rozsyłają, przedają” - pisał Pac o swojej wizycie w Antwerpii i dodał, że „widzieliśmy officyny różnych malarzów, a mianowicie w domu Rubensa, malarza przedniego, nad to w tém rzemieśle nic się foremniejszego widzieć nie mogło”. W Bolonii „byliśmy u sławnego malarza, nazwanego Guido Rheni, gdzie nietylkośmy siła foremnego malowania jego roboty widzieli, ale i to, co się nam bardzo podobało, gdy sam przy nas zaraz malował z wielką politesą [politezza, uprzejmością] i prędkością” (za „Obraz dworów Europejskich na początku XVII ...” Józefa Kazimierza Plebańskiego, s. 38, 67, 116).

Oprócz znanych dużych murowanych rezydencji Warszawy, Krakowa, Wilna i innych większych miast, Wazowie polsko-litewscy byli właścicielami kilku dużych drewnianych pałaców, z których obecnie nic nie przetrwało. Najważniejszym był Nieporęt pod Warszawą. Pałac ten wybudował Zygmunt III, a później należał do Jana Kazimierza. Miał on duży dziedziniec, piękny ogród i wspaniałą kaplicę. Le Laboureur chwali wspaniałą stolarkę budynku i pisze, że miał on wiele wygodnych pokoi, wszystkie bardzo piękne i nie pozostawiał nic do życzenia poza tym, by był wykonany z trwalszego materiału. W Warszawie i innych miastach wybudowano także kilka drewnianych dworów dla różnych członków rodziny oraz kilka pałaców myśliwskich, jak np. ten w Puszczy Białowieskiej, zbudowany przed 1639 rokiem według projektu Giovanniego Battisty Gisleniego (1600-1672).

Zachowało się kilka planów i projektów pałaców, willi i dworów szlacheckich, wykonanych przez Gisleniego. Wśród jego rysunków, znajdujących się w tzw. szkicowniku drezdeńskim, projekt willi-dworu ozdobionego herbem Topór jest najprawdopodobniej tym, który faktycznie został zrealizowany. Willa ta była prawdopodobnie warszawską rezydencją Jana Aleksandra Tarły (ok. 1615-1681), właściciela wspaniałego pałacu w Podzamczu Piekoszowskim. Powstała prawdopodobnie między 1643 a 1655 rokiem i zdradza wpływy budownictwa Palladia i Vignoli (wg „Kształtowanie się polskiej rezydencji szlacheckiej ...” Stanisława Mossakowskiego, s. 32-35). Gisleni zaprojektował również loggię i jej kasetonowy sufit, ozdobiony iluzjonistycznym malowidłem przedstawiającym niebo, drzewa i ptaki. Choć przyjmuje się, że wiele z tych budowli było wykonanych z drewna, prawdopodobnie otynkowanych i krytych dachówką, to ich dekoracja niewątpliwie odzwierciedlała status właściciela, zatem niektóre elementy mogły imitować marmur i być złocone.

Obraz, zamówiony przez Rutgera von Ascheberga (1621-1693), bałtycko-niemieckiego feldmarszałka w służbie szwedzkiej, jest jednym z niewielu przedstawień majątku szlacheckiego w I Rzeczypospolitej, zbudowanego przed potopem (1655-1660). Przedstawia on Zakrzew koło Radomia w 1656 roku (olej na płótnie, 115 x 151 cm, Uppsala Auktionskammare, 13 grudnia 2019 r., lot 823, przypisywany XVII-wiecznej szkole westfalskiej). 1 lutego szwedzki oddział armii pod dowództwem von Ascheberga, złożony głównie z niemieckiej kawalerii, zatrzymał się na noc w dworze. Następnego ranka majątek został zaatakowany przez większy oddział polski dowodzony przez Stanisława Witowskiego (zm. 1669), kasztelana sandomierskiego. Obraz z niemiecką inskrypcją przedstawia ten moment. Prawie w centrum kompozycji znajduje się dwór kalwińskiej rodziny Podlodowskich, najprawdopodobniej murowany budynek wymieniony we wspomnieniach von Ascheberga, spisanych po niemiecku (zachowane w Bibliotece Uniwersytetu w Göteborgu). Dwór został prawdopodobnie zbudowany w XV lub XVI wieku. W pobliżu znajdował się renesansowy ogród parterowy, sad i dwa stawy, widoczne na obrazie. Pozostałe budynki, w tym budynki gospodarcze i bramy, były prawdopodobnie w całości drewniane (co sugeruje brązowy kolor i faktura widoczne na obrazie). Majątek otoczony był drewnianą palisadą. Niedaleko znajdowała się drewniana wieś z kościołem św. Jana Chrzciciela, ufundowanym w 1417 roku przez Andrzeja z Zakrzewa, herbu Lewart. Od około połowy XVI wieku, za czasów Jana Podlodowskiego, znajdował się on w rękach kalwinów. Większość budynków przedstawiono na obrazie jako płonące. Podlodowscy zapewne współpracowali z najeźdźcami, gdyż von Ascheberg wspomina, że ​​niejaki Podcedorfsky (zapewne Mikołaj Podlodowski, starosta radomski) udzielił mu schronienia w swoim majątku w Sukowskiej Woli i zapewne pomógł mu zdobyć dobrze broniony zamek, gdzie zdobył „znaczny łup”. W swoim sprawozdaniu von Ascheberg wspomina również o grabieży, a pod datą 18 lipca 1656 r. dodaje, że „doszło do wielkiej bitwy pod Warszawą pomiędzy królem i elektorem Brandenburgii, którzy podówczas tworzyli razem jeden korpus, a królem [Janem] Kazimierzem, który miał sto dwadzieścia trzy tysiące ludzi wraz z Tatarami, my natomiast osiemnaście tysięcy. Biliśmy się aż do trzeciego dnia, kiedy to Bóg najwyższy nie tylko dał królowi zwycięstwo, ale też zdobyliśmy całą artylerię, bagaże oraz mosty pontonowe i królewską rezydencję, miasto Warszawę.” (za „Dziennik oficera jazdy szwedzkiej 1621 - 1681” Wojciecha Krawczuka, s. 6, 12, 16-17, 63-65, 70).

Pałace i dwory licznych szlachciców Rzeczypospolitej szlacheckiej wypełnione były portretami. Adam Jarzębski zauważył w Pałacu Kazanowskich (Radziejowskich) w Warszawie: „Konterfekty różnych panów, / Tak monarchów, jak hetmanów”, Wespazjan Kochowski pisał o szlachcicach: „Ten obrazami przodków upstrzył ściany”, a Wacław Potocki konkludował: „Przykopcone obrazy starożytnych znaczą / Przodków twoich ... / Słaby dowód szlachectwa obraz” (za „Życie codzienne w Warszawie za Wazów” Jerzego Lileyki, s. 186). Portrety monarchów w bogato zdobionych pokojach królewskich klasztoru na Jasnej Górze spłonęły podczas wielkiego pożaru 16 lipca 1690 r. (za „Wiadomość historyczna o starożytnym obrazie Boga-rodzicy ...”, s. 71).
Sztuka portretowa i rola kobiet
Łuki triumfalne na uroczystości wjazdu króla Zygmunta III Wazy do Krakowa w 1587 r. miały być ubrane w wizerunki Jagiellonów jako przodków nowego króla. Ponieważ ich twarze były prawie zupełnie nieznane ze względu na ich dawność (Effigies enim eorum, cum plerisque fere vetustate ignotae essent), wspomniany kanclerz Zamoyski kazał je wydobyć z najstarszych pomników (ex antiquissimis quibuscumque monumentis eruerat) i opatrzyć odpowiednimi napisami. Inskrypcje te wydrukowano oddzielnie, a niektóre cytuje David Chytraeus w swojej Chronicon Saxoniae …, wydanej w Lipsku w 1593 r. (wg „Listy Annibala z Kapui …” Aleksandra Przezdzieckiego, s. 107). To dzięki wysiłkom późniejszych pokoleń zachowała się tożsamość wielu ważnych osobistości. Dodawali oni inskrypcje do obrazów, tworzyli kopie lub publikowali je jako ryciny. Na dawnych terenach Rzeczypospolitej ciągłość tę dramatycznie przerwały wojny i najazdy.

W katalogu portretów i obrazów Uniwersytetu Jagiellońskiego (Akademii Krakowskiej) z 1913 r. wymienione są portrety osobistości związanych z najstarszą polską uczelnią, a także obrazy z dawnych kolekcji, przekazane uczelni, co daje wyobrażenie nie tylko o charakterze zbiorów malarstwa i portretów, ale także o kulturze kraju w dawnych czasach. Wśród portretów profesorów akademii znajdują się portrety królowej Jadwigi i jej męża Jagiełły, którzy odnowili akademię pod koniec XIV wieku (poz. 34, 35, 42, 43, 186), wszystkie z XVII wieku, namalowane przez Jana Triciusa, Silvestro Bianchiego i Tommaso Dolabellę, a także portrety króla Zygmunta III, jego syna Władysława IV, kanclerza Jerzego Ossolińskiego (poz. 16-18), króla Jana III Sobieskiego i marszałka Jerzego Sebastiana Lubomirskiego (poz. 32, 33), są też portrety kardynała Piccolominiego i Francesca Petrarki (poz. 44, 45), również z XVII wieku, oraz portret: „JWPani Regina Paprocka Sekretarka IKM.[Jego Królewskiej Mości], tego miejsca dobrodziejka”, namalowany w 1758 r. (poz. 54, „Katalog portretów i obrazów będących własnością Uniwersytetu Jagiellońskiego ...” Jerzego Mycielskiego).

​Wespazjan Kochowski, komentując w swojej fraszce „Do malowanej” portret damy lub damę pozującą do portretu, żartuje, że jej umiejętności makijażu są porównywalne z umiejętnościami Apellesa, który malował Wenus („Ty nie Apellesowej winnaś gładkość sztuce, / Ale własnej w bieleniu Murzyna nauce”). W epigramacie „Na obraz j. m. p. Jana Kochowskiego ...” odwołuje się do portretu swojego ojca, który „Śmierci podległ, pamięć swą zostawił w obrazie”, zaś w „Kłamstwie trojakim” krytykuje pochlebców - rzeźbiarzy i malarzy, którzy schlebiają swoim klientom i idealizują ich wizerunki („Pierwsze kłamstwo w statuach z drzewa snycerz robi, / Pochlebnemi cieniami drugie malarz zdobi”).
​
Poezja barokowa nawiązywała także do pozycji kobiet w społeczeństwie oraz wartości obrazów. „O gdyby takich [kobiet] w Polszcze było siła, Daleko by się więcej dokazało!” – komentuje Wacław Potocki w wierszu „Judyta” po klęsce wojsk Rzeczypospolitej w bitwie pod Piławcami we wrześniu 1648 r., wychwalając mądrość, siłę i odwagę kobiet oraz krytykując nieudolność męskich przywódców. „Czemuż mi rzeczy tak lichej żałujesz?”, pyta poeta, najprawdopodobniej Jan Andrzej Morsztyn (1621-1693) w swoim poemacie „Na obraz odmowiony”, komentując odmowę ukochanej ofiarowania mu swojego portretu. Fragment ten potwierdza, że malowane wizerunki były popularne i niedrogie. 

​W latach 1624-1631 Fedor Sienkowicz, bardzo popularny malarz lwowski, otrzymywał 5 zł za kopie portretów i 10 zł za oryginalne portrety (por. „Polskie malarstwo portretowe” Tadeusza Dobrowolskiego, s. 176). Ten malarz, określany jako nacji ormiańskiej, otrzymał kwotę 2000 zł za prace dla cerkwi wołoskiej (cerkwi Zaśnięcia Matki Bożej) we Lwowie, ale za większe prace, być może ikonostas. W ordynacji majątkowej wraz z żoną Anastazją Popówną zapisał 100 zł cerkwi ruskiej, gdzie miał zostać pochowany. Pracował on dla starosty lwowskiego Stanisława Bonifacego Mniszecha (zm. 1644) i zgodnie ze wzmianką w testamencie wykonał dla niego 50 kopii obrazów („Mam też u Jegomości pana starosty lwowskiego, Stanisława Mniszcha za 50 kopij po złotych piąci złotych półtrzecia sta”).

Anegdota z początku XVII w. z gdańskiej karczmy wspomina o wizerunkach malowanych na zamówienie szlachty – pewien szlachcic wysłał do domu przyjaciela malarza, aby sporządził konterfekt jego żony, słynnej z urody, lecz mąż przepędził malarza mówiąc, że gdy szlachcic zasmakuje w konterfekcie, będzie chciał na co dzień oglądać także oryginał (za „Mówią wieki”, tom 19, 1976, s. 13). Przed 1623 r. Krystyna Lubomirska (zm. 1645), której słynny portret en pied znajduje się w Pałacu w Wilanowie, wysłała swojemu mężowi, hetmanowi Stanisławowi Koniecpolskiemu (1591-1646), przetrzymywanemu w twierdzy Yedikule w Stambule, portret jego syna Aleksander (1620-1659), urodzonego, gdy jego ojciec był przetrzymywany w niewoli przez wojska osmańskie (wg „Historyczne pamiątki ...” Tomasza Święckiego, tom 1, s. 111).

Bogata wdowa po Pawle Dorofiewiczu, mieszczaninie i kupcu wileńskim, Akwilina Stryludzianka, w testamencie z dnia 24 listopada 1651 r. zapisała liczne darowizny na rzecz wileńskich cerkwi prawosławnych, a także „Obraz naświętszey Panny na drzewie malowany, śrebrem oprawny, w którym się za żywota mego kochała, dziatek moich proszę, aby ten był w ramy przystoynie oprawiony, y na wczesnym y na sposobnieyszym miejscu miasto nagrobku postawiony, co panu executorowi iako naypilniey zlecam”. „Na ostatek to też oznaymuię, iż szaty moie iedwabne, za czasu małżonka moiego sprawowane, wszystkie na cerkiewne apparamenta oddała, zostawiwszy tylko wdowie y żałobne tylko noszenie” – dodaje (wg „Dokumenty wydane przez Wileńską Komisję Archeograficzną ...”, 1878, s. 486-488).

Podobnie jak w poprzedniej epoce, kobiety zajmowały się malarstwem, o czym świadczą ich przydomki, jak choćby Regina „Malarka”, żona leżajskiego malarza Piotra Mleczki, wymieniona w 1622 r., czy Anna „Malarka Cedrowa”, która 10 listopada 1640 r. podarowała obrus kolegiacie kieleckiej, lub Katarzyna Zbonowska, wdowa po krakowskim malarzu Zacharyaszu Zwonowskim (Zbonowski, Dzwonowski, zm. 1639), która w 1643 r. występuje jako „Malarka” w procesie sądowym, który wytoczył jej królewski aptekarz Bonifatio Cantelli. Kobiety malarki pracowały niewątpliwie również dla dworu królewskiego. 

Spośród licznych zakonnych iluminatorek świętych ksiąg znamy tylko jedno nazwisko, Zofii Borawińskiej (zm. 1655), XVII-wiecznej miniaturzystki ze Staniątek. Zofia była córką Jana i Anny z domu Zarzyckiej. Była ona zakonnicą benedyktynką w klasztorze w Staniątkach od 1629 roku. W 1649 roku ukończyła antyfonarz, a w 1651 roku graduał.

Około 1599 roku bolońska malarka Lavinia Fontana (1552-1614) otrzymała zlecenie od dominikańskiego kardynała Girolamo Bernerio (1540-1611) na namalowanie Wizji św. Jacka Odrowąża do kaplicy św. Jacka w bazylice Santa Sabina w Rzymie (ukończona przed marcem 1600 roku, data umieszczenia obrazu na ołtarzu). Fontana stworzyła również podobny obraz, obecnie zachowany w kościele diecezji bolońskiej. Święty Jacek został kanonizowany 17 kwietnia 1594 roku przez papieża Klemensa VIII, a bogaty teatr kanonizacji świętego został sfinansowany przez króla Zygmunta III Wazę i zakon dominikanów. 

Inwentarz pałacu królewskiego w Wilanowie z 1696 r. wymienia w „Gabinecie Chińskim” króla Jana III Sobieskiego („Gabinet Chynski Króla Ieo Mci.”) pod nr 113: „Obraz Chrystusa Pana w Ogroycu się modlącego Lavinij Malowania, wramch rznietych złocistych”, wyceniony na 30 talarów (por. „Na tropach pierwszych kobiet malarek w dawnej Polsce” Karoliny Targosz, s. 41-43 i „Inwentarz Generalny 1696 z opracowaniam” Anny Kwiatkowskiej, s. 74). W 1660 roku król Jan II Kazimierz Waza zlecił innej znanej bolońskiej malarce, Elisabetcie Sirani (1638-1665), za pośrednictwem jej ojca chrzestnego, senatora Saulo Guidottiego, który był w jego służbie, namalowanie obrazu przedstawiającego świętą Annę i Matkę Boską przy kolebce Dzieciątka oraz obrazu Chrystusa Zbawiciela (Vna B. V. col Bambino, e s. Anna, che cuopre la culla, & essa B. V. coglie la fascia per l'Illustriss sig. Senatore Saulo Guidotti, per mandarsi al Rè di Polonia, come anco vna testa di vn Saluatore). Możliwe, że sygnowany i datowany obraz przedstawiający świętego Hieronima z pałacu w Wilanowie (E. Sirani 1661, inv. Wil.1615, poprzednio 75) jest powiązany z innym królewskim zamówieniem.

„W Polsce kobieta zajmowała pod względem społecznym stanowisko górujące. Już samo nazywanie dziewcząt pannami (od pan) w przeciwstawieniu do chłopców (od chłopa) jest znamienne. Pomimo, że o emancypacji kobiet ani się śniło praojcom naszym, kobieta odgrywała u nas znaczną rolę. Ciągłe wojny, niebezpieczeństwa, częsta nieobecność mężów, brak większych miast, wszystko to sprzyjało wyrobieniu się charakterów samodzielnych, mężnych, wystarczających sobie, w kobietach tych czasów. Jako żona stoi ona społecznie narówni z mężem. Mąż oficjalnie nazywa ją swoim przyjacielem, tak jak dziś w wielu okolicach kobiety wiejskie nazywają mężów swoich. Np. Janusz Radziwiłł, prosząc króla Władysława IV-go o pomoc przy uzyskaniu ręki panny Potockiej, zaklina go, aby nie odmówił, bo tu 'nie o urząd, nie o wakancją idzie, ale o wiecznego przyjaciela [forma męska]'” - komentuje Wacław Kosiński (1882-1953) w swojej publikacji o obyczajach dawnej Polski i dodaje, że „nieraz też dawały się we znaki mężom swoim” („Zwyczaje towarzyskie w dawnej Polsce”, s. 46-47).
Edukacja i działalność kobiet
Chociaż wielu autorów twierdzi, że kobiety w XVII wieku w Sarmacji były w większości niewykształcone lub słabo wykształcone, przykład studentki Akademii Krakowskiej w latach 1414-1416 dowodzi, że „gdzie wola, tam i droga”. Wiersz poety Stanisława Serafina Jagodyńskiego (1594/1595 - przed 1644), wykształconego w Padwie i Bolonii, jest bardzo interesujący, choć nieco niejednoznaczny, jeśli chodzi o edukację kobiet i malarzy w Sarmacji: „Dawno się już ta gadka między ludźmi plecie: Jakiego rzemieślnika najwięcej na świecie? Licząc tu same mistrze, najwięcej malarzów, Jeśliże i partacze, niemało lekarzów, Od chętki też studentki w tę liczbę kładący” („Kwestye na niektóre groszowe rezolucye”, t. 13).

Aron Aleksander Olizarowski (1610-1659) w swoim dziele De Politica Hominum Societate Libri Tres, wydanym w Gdańsku w 1651 r., twierdzi, że sztuka malarstwa i haftu jest odpowiednia dla kobiet, jak pokazuje przykład lidyjskiej dziewicy Arachne, która rywalizowała z Pallas, ale że powinny unikać one nadmiernego makijażu. „Bo mając fałszywe kolory na twarzach, pielęgnują fałszywe myśli w głowach”, niszczą dzieło Boże i oszukują wzrok mężczyzn (De Educatione Filiarum, s. 123). Polecał również kobietom muzykę, a muzyka w owym czasie w Sarmacji była na bardzo wysokim poziomie dzięki mecenatowi dworu królewskiego i magnackich. Około 1631 r. Krzysztof Ossoliński (1587-1645) umieścił napis nad kominkiem w wielkiej sali bogatego pałacu Krzyżtopór: „Miły w tym domu pokój przemieszkuje, Gdzie mąż przygrywa, żona przyśpiewuje”. Karol X Gustaw i Jerzy II Rakoczy, którzy spotykali się tu w 1657 roku, pośród wojennych ruin, śmiali się z tego wierszyka (za „Cnoty i wady narodu szlacheckiego ...” Antoniego Górskiego, s. 61, 78, 80, 86, 88).

XVII-wieczne „Listy jednej zacnej pani do męża swego we Włoszech będącego” dowodzą, że mimo zakazu ujawniania uczuć w życiu i piśmie, kobiety starały się wyrażać nie tylko swoje religijne, ale i miłosne tęsknoty. Anusia, której nazwiska nie znamy, pisze do męża piękną prozą, zapewniając go o swojej miłości i tęsknocie, a także chwaląc rozkosze domowe, które miały odwieść jej męża od niewierności za granicą.

Kobiety miały też wielki wpływ na politykę. Doniesienia posłów i agentów zagranicznych wyraźnie o tym świadczą. Przy obliczaniu szans powodzenia misji brali oni pod uwagę również opinie i sympatie kobiet. „Jakie fakcje miedzy damami?” – pytał w 1666 roku swoją siostrę Katarzynę Radziwiłłową Jan Sobieski (późniejszy Jan III). Szlachtę drażnił „ganek” królowych w sali sejmowej, który w czasie posiedzeń sejmowych był niezmiernie przepełniony kobietami.

„Długo jeszcze i w wieku XVII spotykamy w Polsce olbrzymie obyczajowe kontrasty, nadmiar oddania uciechom życia a równocześnie surową dewocję” – stwierdziła Łucja Charewiczowa (1897-1943) w swojej książce „Kobieta w dawnej Polsce” (s. 14, 31, 34, 38-41, 43-44, 49, 54, 73). Elżbieta Łokietkówna (1305-1380), królowa Węgier, lubiła huczne zabawy, a nawet jej wnuczka, która w późniejszej tradycji jest przedstawiana tylko pośród smutków i umartwień, królowa Jadwiga Andegaweńska, w pierwszych chwilach swojego pobytu w Polsce z radością uczestniczyła w przyjęciach organizowanych w refektarzu franciszkańskim w Krakowie. W 1637 roku Jadwiga Łuszkowska, mieszczka ze Lwowa i metresa króla Władysława IV Wazy, została wydana za mąż z wielką pompą za Jana Wypyskiego, tak że moment ten został upamiętniony w druku. 24 czerwca 1646 roku inna metresa Władysława, Austriaczka Rosina Margarethe von Eckenberg (1625-1648), poślubiła księcia Michała Jerzego Czartoryskiego (1621-1692).

Często nie mogąc przetrwać w źle dobranym małżeństwie, kobiety uciekały od mężów do klasztorów i stamtąd, przy pomocy rodziny i przyjaciół, negocjowały z mężami rozwód. Takie separacje małżonków niekiedy odbijały się głośnym echem w całej Polsce, jak choćby prośba o stwierdzenie nieważności małżeństwa Elżbiety Słuszczanki z jej drugim mężem Hieronimem Radziejowskim w 1651 r. czy rozwód Anny Stanisławskiej z kasztelanicem Warszyckim w 1668 r. Sądy konsystorskie rozpatrywały liczne skargi obywateli na źle dobrane małżeństwa i uznawały je nawet w granicach prawa kanonicznego, dlatego w aktach często pojawiają się tytuły kobiety uxor diuortiata, consors separata, czyli rozwiedzionej żony.

Sarmatka poślubiona cudzoziemcowi wychowała swoje dzieci jako Sarmatów. Historyk Andrzej Lubieniecki (ok. 1551-1623), członek Braci Polskich, stwierdza: „Nietylko w królewskich domach, ale i w naszych szlacheckich w Polsce i Litwie to weszło w zwyczaj, że co się z Polek i z Litewek urodziło, choć poszli z ojców Niemców, Włochów, Tatarów, nie zowią ich Niemcami, Włochami, Tatarami, ale Polakami i Litwinami”. Z kolei biskup Paweł Piasecki (1579-1649), sekretarz króla Zygmunta III Wazy, ubolewał nad faktem, że Niemcy mieszkający w Polsce nie zbliżają się do miejscowego społeczeństwa: „Wielu bardzo Niemców oddawna zamieszkałych i przez powinowactwa oraz pokrewieństwo w Polsce wzbogaconych, nie utraciło swej zmienności, jak Etiopczyk skóry nawet w swych wnukach”. Co również wskazuje, że wielu Afrykanów poślubiło Sarmatki.

Nikt nie budził świadomości obywatelskiej i odpowiedzialności za losy narodu wśród kobiet sarmackich, wpływ na to miały jedynie matki i modlitwy za ojczyznę. Przesłanie to wyrażały także kobiety różnych wyznań, o czym świadczy XVII-wieczny modlitewnik arianek – prosiły one Boga: „Daj pokój krainie ojczystej naszej, obyś ją zachował od rozerwania, zamieszania, zaburzenia i nieprzyjaciela postronnego od niej odwrócił”.

Pierwszą postacią polskiego arianizmu miała być kobieta, Katarzyna Malcherowa (Weiglowa) z Zalasowskich lub Zalaszowskich, która w 1539 roku została skazana za herezję na krakowskim rynku i poszła na stos „tak śmiele, jak na wesele”. Ostatnią arianką w Polsce była również kobieta, Zofia Mieczyńska, wnuczka Zofii z Taszyckich Potockiej (zm. 1693). Przeciwnicy wyśmiewali domniemaną dominację „narodu niewieściego”, „zgrai białogłowskiej” w wyznaniu ariańskim, w której „doktorowe” i „papieżyce” rzekomo przewodziły. Literatura polemiczna ze strony katolickiej oskarżała ariańskie kobiety o zbytnie wyzwalanie się spod władzy mężów, o dążenie ku kaznodziejstwu duchownemu po zapoznaniu Pisma Świętego i literatury teologicznej, podczas gdy św. Paweł nakazywał kobietom milczeć i słuchać w kościele.

W tym kontekście biografia Aurory Gemmy, z domu Claria, jest szczególnie interesująca. Aurora była córką friulskiego lekarza Leonarda Clario, który uchodząc przed inkwizycją, schronił się na dworze arcyksięcia Karola II (1540-1590), syna Anny Jagiellonki (1503-1547), w Grazu. W 1599 roku osiedliła się w Polsce wraz z mężem, weneckim lekarzem Giovannim Battistą Gemmą (1545-1608), który został nadwornym lekarzem króla Zygmunta III, jako następca padewskiego anabaptysty, Nicolò Buccelli. W 1600 roku Giovanni Battista opublikował w Gdańsku swój traktat De Vera Ratione Curandi Bubonis ..., który zadedykował królowi (dedykacja została napisana w Warszawie w styczniu 1600 roku). Według kilku świadków Aurora była „bardzo bystrą kobietą sama w sobie” i podzielała z mężem przekonania dysydenckie. Możliwe nawet, że nawróciła Giovanniego Battistę na swoje radykalne idee. Jej siostrzenica Franceschina wspominała swoją matkę, Luciettę, która twierdziła, że Aurora i jej mąż „w nic nie wierzyli”. Gian Battista zmarł w Krakowie w 1608 roku, a jego żona ufundowała jego wspaniały nagrobek w kościele franciszkanów (... IOANNIS BAPTISTA GEMMÆ VENETIIS [...] ANNO ÆTATIS SVÆ LXIII [...] VXOR AVRORA GEMMA NATA CLARIA ...), przypisywany rzeźbiarzowi Giovanni Reitino da Lugano. Po śmierci Gian Battisty, Aurora wróciła do Wenecji wraz ze swoim siostrzeńcem Vicenzem i nowym mężem, Marco de Domo, zwanym il Turco ze względu na jego sympatie i wychowanie w zamożnej rodzinie osmańskiej w Konstantynopolu. Kiedy osiedlili się we wsi Sovernigo niedaleko Treviso, Aurora została oskarżona przez mieszkańców o luterańskie sympatie, ponieważ nosiła do kościoła czerwony kapelusz w stylu polskim (all'usanza Polacca). W 1625 roku została postawiona przed sądem za herezję (wg „Contested Devotions: Space, Identities and Religious Dissent in the Apothecary's Home” Joanny Kostyło, s. 411-412).

Historia dostarcza przykładów wielu wpływowych i odważnych sarmackich kobiet, które dorównywały mężczyznom w czynach i ambicjach. Szlachcianka Maryna Mniszchówna (ok. 1588-1614), córka wojewody sandomierskiego Jerzego Mniszcha i Jadwigi Tarłówny, była krótko carycą Rosji w czasie wielkiej smuty. Była pierwszą kobietą koronowaną w Rosji (maj 1606 r.) przed Katarzyną I (1684-1727), czyli Martą Heleną Skowrońską (maj 1724 r.). Maryna wspierała fałszywych pretendentów do tronu, poślubiając dwóch „samozwańców”: Dymitra I i Dymitra II. Jej trzyletni syn, carewicz Iwan Dymitrowicz, został publicznie powieszony 16 lipca 1614 roku za Sierpuchowskimi Wrotami w Moskwie. Zmarła ona wkrótce potem na Kremlu w Kołomnie, prawdopodobnie zamordowana. Wspaniałe portrety Maryny, jej matki i ojca, namalowane przez różnych malarzy dworskich, można podziwiać na Wawelu, w Muzeum Narodowym w Warszawie i Muzeum Narodowym we Wrocławiu.

Postać Barbary Brezianki (1601 – po 1661), właścicielki Chalina, małej wsi niedaleko Sierakowa w Wielkopolsce, jest niesławna. Po raz pierwszy wyszła za mąż w bardzo młodym wieku w 1615 roku. Z pierwszym mężem żyła zaledwie dziewięć miesięcy, z drugim rozwiodła się po dziesięciu tygodniach, a trzeciego rzekomo zamordowała bronią palną, otruła teścia i utrzymywała „nieewangeliczne stosunki z mężczyznami”. Mimo to znalazła kandydata do czwartego małżeństwa, sekretarza królewskiego Piotra Bnińskiego. Podczas potopu Barbara dowodziła partyzantami, nękając zarówno najeźdźców, jak i ich zwolenników. Mimo podeszłego wieku uzbroiła swoich poddanych i walczyła ze wszystkich sił. Kiedy Bniński zmarł w 1661 roku, pozostawiając Barbarze, wówczas 60-letniej, cały swój majątek, była nieskora się nim podzielić i popadła w konflikt ze swoim synem Stanisławem. Do końca życia toczyła procesy sądowe.

Ksiądz Jacek Mijakowski (zm. 1647) stwierdza w kazaniu z 1637 r., że często ten, kto pokonał Turków i Tatarów, musiał się przed kobietą chować, pokonany przez nią jak rycerz przed królową na szachownicy. Katarzyna Zamoyska z Ostrogskich (1602-1642), opisana przez matkę jako słabowita, wybucha w liście do męża pogardą dla tchórzostwa dostojników wojskowych, którzy nie bronili kraju przed Tatarami. Teofila Chmielecka z domu Chocimirska (1590-1650), żona Stefana Chmieleckiego (zm. 1630), wojewody kijowskiego, stała się wzorem żony żołnierza kresowego ze względu na swój spartański styl życia i wielką odwagę. Nazywano ją „wilczycą kresową”. Kiedy w 1680 roku, pod nieobecność męża, Helena z Krasickich Niemierzycowa i jej syn zostali wzięci w jasyr przez Tatarów, dzielnie zniosła ona niewolę i udało jej się powrócić do ojczyzny. Kiedy Jan Błocki został wzięty do niewoli, jego energiczna żona Anna Moleniewska postanowiła, iż pójdzie go odszukać, choćby u samego sułtana, i również dotrzymała obietnicy. W 1675 roku Anna Dorota Chrzanowska z kurlandzkiego domu von Fresen dała całej Rzeczypospolitej słynny przykład bohaterstwa podczas oblężenia zamku w Trembowli przez Turków. Krzyknęła: „Uderzcie raczej w pierś moją, aniżeli w Ojczyznę!”
Kolekcje historyczne i grabieże
„Polska jest to jeden z najpiękniejszych i najbogatszych krajów. Niczego tu niebrakuje, życzyć tylko należy, żeby było więcej książek [francuskich], bo te są bardzo rzadkie w w tym kraju. [...] Malowidła i papier są tu dwa razy droższe niż w Paryżu”, stwierdza w liście do księdza mieszkającego w Paryżu, o. Lambert aux Couteaux, przełożony zakonu misjonarzy w Warszawie (datowany 26 lutego 1652 r. z Warszawy, wg „Portfolio królowéj Maryi Ludwiki”, red. Edward Raczyński, s. 175).

Inwentarze zbiorów królewskich Jagiellonów i Wazów polsko-litewskich nie zachowały się w całości, ale informacje utrwalone w testamentach mieszczan, a także w inwentarzach ich majątków oraz mecenat ich następców dają pewne wyobrażenie o jakości ich kolekcji, gdy kraj był jednym z ważniejszych w Europie doby renesansu i początku baroku. Polska-Litwa była także jednym z najbogatszych na kontynencie. Nawet niższe warstwy szlachty Rzeczypospolitej posiadały najwspanialsze przedmioty wytwarzane w najlepszych warsztatach krajowych i zagranicznych – jak choćby srebrne lawabo z herbem Rogala Jana Loki, starosty borzechowskiego, wykonane w Augsburgu przez Balthasara Grilla, ukryte w ziemi w czasie potopu (1655-1660). Stosunek do sztuki w Brandenburgii, będącej jednym z najeźdźców w czasie potopu, oraz na polsko-litewskim dworze królewskim najlepiej ilustruje relacja Andrzeja Köhne-Jaskiego, kalwińskiego handlarza bursztynem z Gdańska, będącego również dyplomatą jako poseł Zygmunta III i elektorów brandenburskich. Około 1616 roku Jaski tak komentował niszczenie malowideł w Brandenburgii: „Tego lata nie zwracałem na to zbytniej uwagi, ale pamiętam wspaniałe obrazy Albrechta Dürera i Lucasa [Cranacha] wiszące w kościołach. Życzyłbym sobie aby JKM [Jego Królewska Mość] miał takie [obrazy]” (Ich habe dießen sommer so genaue achtung nicht darauf gegeben, aber erinnere mich, das noch schöne bilder von Albrecht Dührer und Lucas vorhanden und in der kirchen hengen. Wolte wünschen, das EM solche hätten) (za „Das Leben am Hof…” Waltera Leitscha, s. 2358). W owym czasie sztuka włoska i flamandzka, nie niemiecka, dominowała na dworze królewskim.
​
Patrycjusze królewskiego miasta Krakowa, z których wielu było pochodzenia włoskiego, jak sugerują ich nazwiska, posiadali wiele obrazów, niekiedy znakomitych mistrzów zagranicznych, o czym świadczy wyciąg z testamentu rajcy krakowskiego Jana Pavioli (Joannes Benedictus Savioly, zm. 1653). Spis i kosztorys obrazów, wycenionych przez starszych cechu Marcina Klossowskiego i Marcina Blechowskiego, malarzy krakowskich, zawiera wiele portretów i obrazów, które mogły pochodzić ze szkół włoskiej, weneckiej, flamandzkiej, holenderskiej i niemieckiej, jednakże nie podano autora i pochodzenia. Słowo lanczaft - pejzaż w języku staropolskim, zostało użyte w formie bardzo zbliżonej do Landschaft w języku niemieckim i landschap w języku niderlandzkim, co może wskazywać, że były to obrazy niderlandzkie/flamandzkie lub niemieckie. „Obraz Króla ś. p. Władysława IV; Królowej Jejmć Ludwiki Maryi; Obraz syna cesarskiego; siostry jego; nieb. Pana krak. Koniecpolskiego; na którym białogłowa w koronie kubek żołnierzowi podaje; Obrazów cztery, wyobrażające 4. części świata osobami; cztery, wyrażające dzień z nocą, między któremi jeden uszkodzony; trzy wyrażające część świata, Lanczaft wyrażający łowienie ryb; Obraz Betsabe: kapiącej się; [Obraz] wyrażający zburzenie miasta, z wojskiem na dole bijącem się; Obrazów cztery historyi Józephowej bardzo popsowanych, między temi jeden trochę cały; Lanczaft wyrażający rozbójników; Obraz Judity, zepsowany; kucharki ze zwierzyną; Obrazów 12. Cesarzów Rzymskich; dwa na których ryby malowane, bez ram; Obraz Króla Władysława IV. w łosiej skórze, Judicium Parisis [Sąd Paryża] ze trzema boginiami; Obrazów cztery, wyrażające części roku osobami panien; Konterfet Króla Jmci Władysława IV. w czerwonym kabacie; Królowej Jejmć Cecyliej [Renaty]; Króla Jmć Zygmunta III.; Fryderyka Henr. Ks. Auraniae [Orańskiego]; Chrystiana Króla duńskiego, Księcia Saskiego, Cesarza Jmć Ferdynanda III.; Cesarzowej Jejmć małżonki jego; Leopolda; Cesarzowej starej; Obraz człowieka z kubkiem i trupią głową; kawalerów w karty grających z damą; Orpheusa ze zwierzęty; Lanczaft wyrażający w lecie osoby jedzące; rozbójników, na miedzi, w ramach; na miedzi, bez figur, z filarem albo słupem; Obraz na miedzi, trzech Króli; umywania nóg Apostolom; Obrazek ogrójca, na miedzi; Judity, na miedzi; Estery na miedzi; na miedzi, Melchisedecha ofiarującego Danielowi chleb i wino; ś. Piotra wychodzącego z więzienia z aniołem; na miedzi Samarytana; ś. Franciszka; Obrazków pięć za pianą morską pod gumi farbami na pargaminie robionych; Obraz na desce, trupia głowa”. Ten długi i bogaty spis obrazów powstał 15 lutego 1655 roku. Kilka miesięcy później, w lipcu 1655 roku, do Wielkopolski, jednej z najbogatszych i najbardziej rozwiniętych prowincji Rzeczypospolitej, która przez wieki nie była dotknięta żadnym konfliktem zbrojnym, wkroczyły wojska szwedzkie. Wkrótce dołączyły inne kraje, a zaborcy nie byli tak wrażliwi na sztukę jak patrycjusze Rzeczypospolitej, najważniejsze były szlachetne materiały, miedź, srebro, a zwłaszcza złoto. Paul Würtz (1612-1676), namiestnik Krakowa w czasie szwedzko-siedmiogrodzkiej okupacji miasta w latach 1655-1657, nakazał wyrwać kute kraty żelazne, marmury, cenną boazerię i posadzki, a srebrny sarkofag św. Stanisława, wykonany w Augsburgu w 1630 roku (ufundowany przez Zygmunta III), srebrny ołtarz św. Stanisława, powstały w Norymberdze w 1512 roku (ufundowany przez Zygmunta I), a także posągi i świeczniki z katedry wawelskiej przeznaczył do przetopienia (wg „Elity polityczne Rzeczypospolitej ...” Marcelego Kosmana, s. 323). Prawdziwe pochodzenie zrabowanych przedmiotów było często ukrywane lub wymazywane, jak herby na marmurowych lwach przed pałacem Drottningholm pod Sztokholmem.

„Przedwczoraj dotarła do nas wieść, że splądrowali wszystkie kościoły krakowskie i że ocalał tylko jeden kielich, z którego niektórzy zakonnicy potajemnie odprawiali msze” – donosi w liście z Głogowa z 4 grudnia 1655 r. Pierre des Noyers, sekretarz królowej Ludwiki Marii Gonzagi. W liście z Głogowa z 12 grudnia 1655 r. do Pana Bouillanda w Paryżu dodaje: „Kościoły w Polsce były w powszechności najbogatsze w świecie, co do naczyń złotych i śrebrnych. Papież pozwolił użyć śrebra tego na wydatki wojenne, lecz żaden zakon niechce ich wydać. Ojcowie Jezuici mają tu za jakie 50 tysięcy Talarów naczyń i obrazów złotych i śrebrnych, które uprowadzili z kościoła swego w Krakowie” (wg „Lettres de Pierre Des Noyers secrétaire de la reine de Pologne ...”, wydane w 1859 r., s. 22, 26-27).
​
Podobnie sytuacja wyglądała w innych miastach Rzeczypospolitej, zwłaszcza w Wilnie i w Warszawie, gdzie w czasie drugiej okupacji królewskie rezydencje były systematycznie plądrowane przez wojska szwedzkie i brandenburskie. „W transporcie zrabowanych rzeczy na brzeg wiślany musieli pomagać, pod karą konfiskaty własnych towarów, mieszczanie warszawscy. [...] 11 sierpnia komendant stolicy gen. von Bülow [Barthold Hartwig von Bülow (1611-1667)] otrzymał rozkaz wywiezienia wszystkich kosztowności i dzieł sztuki z Zamku. Wywieziono wówczas ponad 200 obrazów, w tym plafony z pięciu sal zamkowych, srebra królewskie, meble i 33 arrasy. Już wcześniej dopuszczali się Szwedzi czynów iście barbarzyńskich, zeskrobując ze złoconych boazerii i stropów złoto, „z czego najwięcej trzy lub cztery dukaty zyskali, a zrobili szkody przeszło na 30 tysięcy franków” [według wspomnianego listu des Noyersa]. Wywożono drogą wodną w kierunku Torunia i Królewca wszystko, co miało jakąkolwiek wartość, m.in. jaspisowe kolumny z ogrodu królewskiego” (za „Warszawa 1656” Mirosława Nagielskiego, s. 262). „Ogólnie w Wilnie wszystkich wymordowali, mężczyzn i kobiety, z wyjątkiem młodzieży i dzieci, których wysłali do Moskwy, i osadzili tam Moskali. […] W Wilnie Moskale zrujnowali piękną i wystawną kaplicę świętego Kazimierza, która kosztowała ponad trzy miliony; a w wielkim kościele stawiają konie, służy im za stajnię” – dodaje des Noyers w listach z 8 listopada i 28 grudnia 1655 r. (wg „Lettres ...”, s. 10, 40). Tętniące życiem, wielokulturowe miasto liczące około 45 000 mieszkańców zostało zdobyte przez wojska rosyjskie i kozackie 8 sierpnia 1655 roku. Najeźdźcy plądrowali miasto przez trzy dni i dokonali masakry jego mieszkańców. Historyk Wawrzyniec Jan Rudawski (1617-1674) wspominał o 25 000 ofiar, donosząc, że miasto płonęło przez 17 dni i porównując jego upadek do upadku Kartaginy (Lithuaniae Carthago). Dodał również, że ocaleni ukryli się w lasach i na bagnach. Paweł z Aleppo (1627-1669), syryjski duchowny, który wówczas przebywał w Moskwie, pisał o łupach wojennych: „Zdobycz w gotowych pieniądzach, w srebrze, w złocie, drogich kamieniach i sprzętach, nie do opisania. O jej wartości przekonaliśmy się naocznie w sklepach i na targu w Moskwie, bo Wilno było bardzo bogate i od wieków nie widziało nieprzyjaciela. Byliśmy zdumieni, patrząc na srebrne naczynia, srebrne zamki i gwoździe przy skrzyniach, srebrne okucia karet [...] Wartość pieniędzy spadła wskutek obfitości w obrocie [...] Car zabrał siedem kopuł z pałacu Radziwiłła, pokrytych złotem i przywiózł do Moskwy wraz z kolumnami z czerwonego i różnobarwnego marmuru, a przytem podłogi, stołów biesiadnych bez liku - rzadkości o jakich Moskale dotychczas nie mieli wyobrażenia” (za „Wojna moskiewska, r. 1654-1655” Ludwika Kubali, s. 289–290). Sześcioletnia okupacja, która nastąpiła później, doprowadziła do znacznego wyludnienia i upadku miasta na wiele lat. Pamiętnikarz Jan Cedrowski (1617-1688) pisał o tym okresie: „Głód straszny tak nastąpił, że trwał aż do żniw 1657 r. tak że kotki wszystkie, psy zdechliny ludzie jadali, a na dodatek rżnęli ludzi i ciała ludzkie jedli i umarłym trupom ludzkim wyleżeć się w grobie nie dali” (za „Wilno: przewodnik” Przemysława Włodka, s. 19).

Maciej Vorbek-Lettow (1593-1663), działacz luterański, sekretarz królewski i lekarz króla Władysława IV Wazy, wykształcony w Lowanium, Padwie i Bolonii, z żalem wspominał spalenie całej swojej kolekcji książek podczas potopu. Niemniej jednak kilka miedzianych, cynowych i mosiężnych przedmiotów, zamurowanych w piwnicy jego domu w Wilnie, prawdopodobnie przetrwało okupację miasta przez wojska moskiewskie i kozackie (por. „Society and culture in the Grand Duchy of Lithuania ...” Marii Barbary Topolskiej, s. 224).

Andrzej Kazimierz Cebrowski (ok. 1580-1658), aptekarz i lekarz, opisuje zniszczenie bogatego miasta Łowicza w swoich Annales civitates Loviciae („Rocznikach Miasta Łowicza”), napisanych po łacinie w latach 1648-1658: „Nie szczędzili [Szwedzi] i świątyń, najpierw całkiem zburzyli klasztor bonifratrów, leczących chorych z kościołem św. Jana Bożego, potem zrównali z ziemią kościół Jana Chrzciciela ze szpitalem i kaplicą św. Krzyża, dalej bardzo zrujnowali klasztor dominikanów, a w końcu sprofanowali kolegiatę niedawno odbudowaną, w której złupili ołtarze, błyszczące złotem i zdobne pięknymi wizerunkami świętymi, zabrali szaty kościelne, kielichy, krzyże, świeczniki itp. oraz trumienkę świętej Wiktorii, ślicznie zrobioną z czystego srebra i bardzo drogocenną razem z relikwiami jej i innych patronów miasta. Z organów powyrywali piszczałki, ludzi przebywających w kościele pobili i ograbili, wreszcie pół miasta spalili. [...] I Rakoczy [Jerzy II Rakoczy (1621-1660), książę Siedmiogrodu] ze swym wojskiem wracający, a raczej uciekający z Prus do Siedmiogrodu, w tym mieście i innych wielu haniebnych postępków dopuścił się, liczne miasteczka i wsie palił, a kościoły zrabował. [...] Ale ponieważ nieszczęścia same nie chodzą, we wrześniu przyszedł mór bardzo zaraźliwy, od którego zmarło 1800 ludzi , wielu innych zginęło z głodu, tak że niemal całe miasto pozbawione było mieszkańców. [...] Nastąpił rok 1658, w którym miasto wolne było od zewnętrznego wroga aż do sierpnia, kiedy to piszemy, ale od żołnierzy polskich i zaciężnych cesarskich wielu krzywd i strat doznało” (wg „Historia Polski, 1648-1764: wybór tekstów” Bohdana Baranowskiego, tom 5, s. 48-49).
​
Oprócz zniszczeń wojennych, grabieży i ewakuacji, zbiory malarstwa ucierpiały także z powodu sporadycznych pożarów, a czasem z powodu zaniedbań lub złego przechowywania. W liście z Orli (między Białymstokiem a Brześciem) do Krzysztofa II Radziwiłła (1585-1640) z 5 sierpnia 1607 roku Jan Głazowski donosi mu, że „obrazy w kamienicy w stołowej izbie i w inszych pokojach wszystkie popsowały [się] [...], zaraz posyłałem po pana malarza chcąc wiedzieć dla czego się popsowały, powiedział, że przez wilgotność [...] jakoż okna niemały czas nie naprawione były w one wielkie niepogody” (za „Studia bibliologiczne”, t. 10-13, s. 125).

Kolejny znaczący inwentarz obrazów rajcy krakowskiego Gerharda Priamiego, sporządzony 21 lipca 1671 r., a więc w kilka lat po niszczycielskim potopie (1655-1660), nie jest już tak imponujący: „Konterfety Króla Zygmunta III. z Królową [...]; Obraz flagellaciej [biczowania Chrystusa] [...]; Salomona, na wzwyż [...]; ś. Josepha na desce, staroświecki [...]; Cztery lanczawty [...]; Lanczawt Kiermasz [...]; Obraz Lota [z córkami] [...]; Dwa lanczawty łokciowe; Obraz Judity [...]; Obrazy trzy historyi Tobiasza; Obraz Najśw. Panny w róży; ś. Jana Chrzciciela; Pana Jezusa upadającego [pod krzyżem]; Obraz Najśw. Panny majoris; Dwa konterfety, JP. Ossolińskiego, drugi JP. Lubomirskiego; herby, cesarski i królewski; Dwie Kortezyanki, jedna większa druga mniejsza; Konterfet nieb. Priamiego, który zostaje u P. Jerzego Priamiego”.

Według testamentu Jana Pernusa, rajcy krakowskiego, z 1672 r. posiadał on duży obraz Præsentationis (Ofiarowania), rzekomo pędzla Rubensa. Kolaborował on ze Szwedami podczas najazdu w latach 1655-1657 i brał udział w haniebnym splądrowaniu przez okupantów pałacu królewskiego w Łobzowie i katedry wawelskiej. Pernus zrabował cenne marmury z pałacu łobzowskiego, niewykluczone, że zabrał również obrazy zdobiące rezydencję królewską (wg „Galeria rajcy Pernusa” Michała Rożka). „Obrazy dwa rzymskiej roboty na miedzi, co w izbie u mnie są, jeden Narodzenia Pańskiego drugi Wniebowzięcia Panny Maryi, jednakiej wielkości; chcę aby synowiec mój (Franc. Pernus, spadkobierca) Nayjaśn. Majestatowi Królowi Jmci Panu m. miłościwemu, odemnie naniższego poddanego ofiarował [...] JP. Reynekerowi Rajcy krak., zięciowi mojemu [...] naznaczam mu obraz ś. Jana Kantego, na blasze malowany, od zacnego magistra Strobla [Bartłomieja], prosząc aby ten malusienki podarek na znak miłości mojej i na pamiątkę przyjął. [...] Żyjąc w wielkiej przyjaźni z JKs. Adamem Sarnowskim, Kanonikiem warszawskim i łowickim, pokojowym Pisarzem J.K. Mci, na pamiątkę oddaję mu obraz Panny Maryi, przedniego rzymskiego rzemieślnika. Jest ten obraz na sali w ogrodzie, na którym jest ś. Józef i ś. Jan, do tego jeszcze cztery obrazy na płótnie, na nich są kwiaty, około trzy cwierci łokcia wielkie, które mają ramy złociste”. Cztery obrazy z kwiatami roboty rzymskiej podarował klasztorowi na Bielanach zaś portret swój i żony do kaplicy Pernusa w Bazylice Mariackiej w Krakowie (wg „Skarbniczka naszej archeologji …” Ambroży Grabowski, s. 61-68).

Wspomniany Adam Sarnowski w testamencie sporządzonym we Fromborku 15 kwietnia 1693 r., na cztery miesiące przed śmiercią, wydał dyspozycje odnośnie swojego mienia i obrazów. Jeden obraz pozostawił królowej Marii Kazimierze Sobieskiej (de La Grange d'Arquien): „Królowej Jejmości Pani mojej oryginał Trzech Królów Rembranta, w ramach czarnych, co jest na górze w sieni, i jaki drugi piękny, pan Locci obierze” (za „Testament Adama Sarnowskiego …” Ireny Makarczyk, s. 167).

W inwentarzu pałacu w Wilanowie z 1696 r. wspomina się o kilku obrazach Rembrandta, najprawdopodobniej pochodzących z dawnych zbiorów królewskich lub magnackich, które przetrwały potop. Być może najwcześniejszym znanym potwierdzeniem popularności dzieł Rembrandta w Rzeczypospolitej jest list wojewody poznańskiego Krzysztofa Opalińskiego (1609-1655) do jego brata Łukasza (1612-1662), w którym informuje go, że „Kopersztychy Rymbrandta mieć WMć będziesz z Sierakowa”. Krzysztof kolekcjonował także grafiki według dzieł Rubensa, zamawiał obrazy na ich podstawie i nabywał liczne obrazy w Niderlandach. Z korespondencji wynika, że był znawcą malarstwa flamandzkiego i holenderskiego tego okresu. Niemniej jednak czasami tak odległe nabytki nie były udane. „Thesaurus cineres fuere [Skarb obraca się w popiół]. Takich błazeństw dziecinnych nakupiono, że w Poznaniu dostałby tego wszystkiego i lepiej. Obrazy nie podobna rzecz, aby miały być na ścianie i to tylko dwa, które lepiej by wymalował malarczyk sierakowski” – komentował zawiedziony Krzysztof w liście do brata na temat obrazów, które w 1641 roku nadeszły do Poznania z „Niderlandu” (za „Krzysztofa Opalińskiego stosunek do sztuki ...” Stanisława Wilińskiego, s. 195-196).

Jadwiga Martini Kącki, później Popiołkowa, w testamencie z 1696 r. pisze: „Do OO. Karmelitów na Piasku proszę oddać dwa obrazy malowane z grecka na płótnie, a trzeci Salwatora”. Spis majątku Kazimierza Bonifacego Kantelli (Bonifacius Casimirus Cantelli) z Carpineti w Kampanii, z 1696 r., aptekarza i sekretarza królewskiego, który przybył do Krakowa z Krosna i uzyskał prawa miejskie w 1625 r., zawiera dużą liczbę obrazów, głównie religijnych; ale są też portrety znaczących postaci, takich jak król Jan III Sobieski, Władysław IV Waza, królowa Ludwika Maria Gonzaga, królowa Cecylia Renata Habsburżanka, król Jan Kazimierz, król Michał Korybut, kanclerz Ossoliński i wielu innych.

Sporadycznie w inwentarzach pojawiają się także inne dzieła sztuki, jak np. „Effigies bursztynowa Króla Zygmunta III”, wspomniany w testamencie Wolfowicowej, żony rajcy krakowskiego w 1679 r. Ponad trzy dekady wcześniej, w 1647 r., wdowa Anna Zajdlicowa z domu Pernus w testamencie stwierdziła: „JP. Filipowi Huttiniemu, Sekretarzowi i Pisarzowi dekretowemu Króla Jmci, Rajcy krak., oddaję i leguję obicie moje skórzane złociste [kordowan], i z obrazami Krolów polskich”. Było też wiele obrazów o tematyce mitologicznej. W rejestrze ruchomości rajcy Kaspra Guttetera (1616) znajdowały się obrazy przedstawiające Wenus (Wenerę), Herkulesa i mityczny Labirynt. Obraz Merkurego z Wenus znajdował się w domu Wojciecha Borowskiego (1652). Rozalia Sorgierowa (1663) posiadała obraz Andromedy, a spis ruchomości Oktawiana Bestici z 1665 roku wymienia obrazy: „Satyr na płótnie”, „Wenera naga leżąca” oraz „Trzy Diany”. W zbiorach Andrzeja Kortyna (Andrea Cortini) znajdowało się sześć obrazów mitologicznych, w tym Wenus i Kupidyn (za „Mecenat artystyczny mieszczaństwa krakowskiego …” Michała Rożka, s. 177).

Według bogatego inwentarza z 10 maja 1635 r. poznański pisarz miejski Wojciech Rochowicz posiadał obraz Pallas Ateny, Wenus i Junony oraz 5 malowanych na dębowych deskach niewielkich obrazów w ramach, przedstawiających „osoby rzymskie”. W bardzo bogatej galerii mieszczanina poznańskiego Piotra Chudzica, zmarłego w 1626 r., wymieniono kilka obrazów erotycznych, m.in. „obrazek nagi dla apetytu”, „obrazków 3 kortezanek” oraz „obrazeczek na blasze barzo maluchny okrągły kortezanki [kurtyzany] wenecki” (za „Odzież i wnętrza domów…” Magdaleny Bartkiewicz, s. 68 i „Inwentarze mieszczańskie Poznania”, s. 407). Rochowicz w Poznaniu miał jeden wizerunek kurtyzany i jeden wenetki (kurtyzany weneckiej), Krzysztof Głuszkiewicz we Lwowie miał sześć obrazów kurtyzan, a w Krakowie podobizny kurtyzan posiadali: Franciszek Delpacy (1630), Anna Telani (1647), Oktawian Bestici (1655), Andrzej Cieski (1659), Gerard Priami (1671) i Stanisław Kłosowicz (1673), który miał cztery obrazy kurtyzan (według „Sztuka a erotyka”, red. Teresa Hrankowska, s. 197). Hieronim Morsztyn (1581-1623), autor „Światowej rozkoszy” (1606) i wielu poematów erotycznych, w swoim dziele „Akteon. (Do polskich kortezanek)” napisał, że chętnie „nagoby biegały”. Akty i obrazy erotyczne, jak np. „Obraz w złocistych ramach pojedynkowy okrągły, który representuje 3 Gracye z konterfektem [portretem] Król. Imci.” (62), „Obraz pojedynkowy w złocistych ramach snycerskiej roboty, representujący 3 Gracye, oddające Xięgi Wieczności z konterfektem Króla Imci.” (63) oraz „Obraz, na którym representuje białogłowę nagą z męszczyzną, przyciskająco się” (65), wzmiankowane są w inwentarzu pawilonu kąpielowego króla Jana III Sobieskiego w Żółkwi w 1690 r. („Regestr opisania łaźni w zamku żółkiewskim po odjeździe Króla Jmci na sejm do Warszawy in anno 1690 die 5 Januarii”).

Lista obrazów (Lista de quadri) z 7 grudnia 1698 r. wymienia na czterech stronach włoskie obrazy sprzedane księciu Karolowi Stanisławowi Radziwiłłowi (1669-1719), wielkiemu kanclerzowi litewskiemu (il Sig. le Duca Carlo di Radziwill), w tym kopię obrazu Nicolasa Poussina, kopię Ciro Ferriego, z poprawkami Carla Maratty, Noli me tangere Carracciego, kopię Marii Magdaleny Guido Reniego, Świętą Martynę Pietra di Cortony, portret kardynała Carla Barberiniego (1630-1704), protektora Królestwa Polskiego (od 1681 r.), kopię Przemienienia Pańskiego Rafaela z kościoła San Pietro in Montorio w Rzymie (Copia del Gran Rafaele l'Ascensione di Christo che sta' in S. Pietro Montorio di Roma, oryginał w Pinakotece Watykańskiej), Świętego Piotra Guido Reni, martwe natury Guillaume'a Courtois (Guglielmo Borgognone famoso originali), najprawdopodobniej capricci i weduty neapolitańskiego malarza Ascanio Luciano (1621-1706), Wenus z cyklopami i kupidynami oraz oryginał Chrystusa na krzyżu Carla Maratty, Mater Dolorosa Guillaume'a Courtois oraz Chłopi, pędzla syna Salvatora Rosy (Archiwum Główne Akt Dawnych w Warszawie, AGAD 1/354/0/2.1/1852).

Katalog wystawy miniatur, która odbyła się w Pałacu Pusłowskich w Krakowie w 1939 roku, wymienia zarówno eksponaty prezentowane na wystawie, jak i obrazy przechowywane w pałacu. Wśród prezentowanych miniatur większość powstała w XVIII i XIX wieku, jednak w katalogu wymieniono również dzieła z wcześniejszych okresów, takie jak portret mężczyzny w czarnym stroju z białym kryzą należący do dr. Jerzego Dobrzyckiego w Krakowie, uważany za dzieło XVI-wiecznego malarza niemieckiego (poz. 147), portret mężczyzny w futrzanej czapce, uważany za dzieło Christophera Paudissa, ucznia Rembrandta (poz. 139) oraz kilka XVII-wiecznych miniatur holenderskich, w tym jedną pędzla Caspara Netschera (poz. 494-499). Wśród obrazów przechowywanych w pałacu najważniejsze były dzieła malarzy włoskich, m.in. „Madonna z Dzieciątkiem” Alvise Vivariniego, „Chrystus pod krzyżem” Marco Palmezzano z 1536 r. i „Święta Rodzina” Lorenzo Lotto (poz. 21-23), a także „Lukrecja” nieznanego malarza włoskiego z XVII w. (poz. 30), „Portret kobiety” Jana van Ravesteyna (poz. 35), „Rzeź niewiniątek” Lucasa Cranacha (poz. 45, prawdopodobnie obecnie przechowywany w Muzeum Narodowym w Warszawie) oraz duży wenecki obraz z drugiej połowy XV w. przedstawiający Matkę Boską ze świętymi (162 x 215 cm) w kaplicy (gdzie znajdował się również polski orzeł z herbem Wazów ze zniszczonego zamku królewskiego w Nowym Korczynie). Wspomniano także o zniszczeniu kolekcji malarstwa w Pałacu Pusłowskich w Starych Piaskach na Białorusi, który strawił pożar w 1863 roku; ich pałacu w Słonimiu-Albertynie na Białorusi, gdzie cenny zbiór portretów polskich monarchów z różnych epok został zrabowany przez wojska rosyjskie podczas I wojny światowej; oraz zniszczenia wspaniałego barokowego pałacu w Czarkowach k. Nowego Korczyna, zniszczonego przez wojska rosyjskie we wrześniu 1914 r., wliczając bezcenny zbiór dzieł sztuki, w tym portretów Ludwiki Marii Gonzagi autorstwa Justusa van Egmonta, króla Jana III Sobieskiego i Adama Mickiewicza autorstwa Eugène'a Delacroix (wg „Wystawa miniatur na tle wnętrz Pałacu hr. Pusłowskich”, red. Kazimierz Buczkowski, Zofia Przeorska-Exnerowa, s. 3-6).
Zróżnicowany mecenat i kryptoportrety
Na przełomie 1581 i 1582 roku hetman Jan Zamoyski, naśladując mecenat dynastii Jagiellonów, zamówił we Flandrii arrasy ze swoim herbem. Zamówienie zostało dokonane za pośrednictwem sekretarza królewskiego Tiedemanna Giese (1543-1582) z Gdańska oraz burmistrza Gdańska Johanna von der Linde (1542-1619). Rysunki przygotowawcze do arrasów, wykonane według szczegółowych instrukcji Zamoyskiego, powstały najpewniej w Wilnie. Rok wcześniej, w 1580 roku, specjalnie dla Zamoyskiego wykonano zbroję, którą wykonał Włoch Giorgio Armigelli i za którą zapłacono 30,24 zł. Zamoyski otrzymywał i wysyłał dary swoim przyjaciołom za granicą. W 1581 roku przekazał swoją zbroję do słynnej kolekcji arcyksięcia Ferdynanda II Tyrolskiego. Królowa Anna Jagiellonka podarowała mu pięć dużych arrasów, a pan Ługowski sześć kolejnych. Przed rokiem 1601 otrzymał orientalne kobierce od posła tureckiego Pirali i pana Haliczki, a nuncjusz Claudio Rangoni, spełniając prośbę Zamoyskiego, przesłał mu w 1603 roku portret papieża Klemensa VIII (może to być obraz w Muzeum Narodowym w Kielcach, nr inw. MNKi/M/1651, który odkryłem w 2022 roku). W swoim pałacu w Zamościu, przed rokiem 1592, hetman zgromadził galerię portretów, która obejmowała wizerunki Jana Amora Tarnowskiego, Konstantego Ostrogskiego, króla Stefana Batorego i papieża Sykstusa V. Książę Lew Sapieha (1557-1633), kanclerz wielki litewski, poprosił Zamoyskiego w 1593 roku o jego portret oraz podobiznę hetmana Tarnowskiego. W 1597 roku Zamoyski wysłał kopie portretów hetmanów Tarnowskiego i Ostrogskiego księciu Krzysztofowi Radziwiłłowi (1547-1603), hetmanowi wielkiemu litewskiemu, i obiecał wkrótce wysłać własną podobiznę. W 1600 roku obiecał również swój portret Karolowi Habsburgowi (1560-1618), margrabiemu Burgau (za „Kultura i ideologia Jana Zamoyskiego” Jerzego Kowalczyka, s. 73, 75, 90, 96-97).

​W 1611 r. w Krakowie, w 1627 r. w Wenecji i w 1651 r. w Antwerpii wydano Mszał rzymski Królestwa Polskiego (Missae propriae patronorum et festorum Regni Poloniae. Ad normam Missalis Romani accommodatae) z bardzo podobnym drzeworytem na stronie tytułowej przedstawiającym patronów Rzeczypospolitej, m.in. św. Stanisława i św. Kazimierza.

Polscy Wazowie, potomkowie Jagiellonów ze strony matki (przez Katarzynę Jagiellonkę), byli znanymi mecenasami, którzy zamawiali wiele pięknych obrazów i innych przedmiotów w najlepszych warsztatach w kraju i za granicą, jak np. seria 6 arrasów z historią Diany, zakupionych ok. 1611-1615 przez Zygmunta III Wazę w warsztacie François Spierincxa w Delft. W 1624 roku Peter Paul Rubens namalował królewicza Władysława Zygmunta Wazę (późniejszego Władysława IV) podczas jego wizyty w Brukseli. Według dostępnych źródeł Rubens i ojciec Władysława Zygmunta, król Zygmunt III, nigdy nie spotkali się osobiście, jednakże piękny portret króla jest niewątpliwie pędzla mistrza (przypisany Rubensowi przez Ludwiga Burcharda, kolekcja Heinza Kistersa w Kreuzlingen). Choć nie jest to potwierdzone w zachowanych listach czy inwentarzach, to niewątpliwie ten wizerunek króla powstał na podstawie jakichś rysunków studyjnych lub miniatur nadesłanych z Warszawy.

Niektóre dzieła sztuki świadczą o współistnieniu włoskich i niderlandzkich wpływów w mecenasie epoki Wazów, a także o fundamentalnych elementach gospodarki Rzeczypospolitej w tym okresie. Piękny frontispis części poświęconej Rzeczypospolitej z herbem Zygmunta III Wazy, wykonany około 1600 r., z tzw. Atlasu Blaeu-Van der Hem, zebranego w Amsterdamie (Austriacka Biblioteka Narodowa, nr inw. 389030-F.K. KAR MAG), jest również bardzo interesujący ze względu na autora ryciny. Według podpisu po lewej stronie kartusza, ten kolorowany miedzioryt został wykonany przez włoskiego rytownika Francesca Villamenę (1564-1624), który zmarł w Rzymie (F Villamena F). Rysunek holenderskiego malarza i rytownika Willema Schellinka (1623 lub 1627-1678), przedstawiający transport towarów Wisłą do Gdańska (Een gesigt op de Wijsel / en hoe de Poolse Kanen / naar Dantzick / afcomen), to kolejne interesujące dzieło w tym atlasie. Zostało ono podpisane przez malarza (W. Schellinkx F., prawy dolny róg) i prawdopodobnie zostało wykonane po potopie, na początku lat 60. XVII wieku, na co wskazują ruiny domu w centrum kompozycji. Atlas zawierał również kilka widoków Kopalni Soli w Wieliczce, wykonanych przez Willema Hondiusa w 1645 r.

Na niewielkim obrazie z kolekcji Bardisian w Wenecji, datowanym na około 1606 r., wenecki malarz Palma il Giovane (1549-1628) przedstawił się w habicie mnicha, prawdopodobnie franciszkanina (Dorotheum w Wiedniu, 6 czerwca 2020 r., lot 78). Jednakże po bliższym przyjrzeniu się wyraźnie widać aureolę wokół jego głowy, co sugeruje, że zamierzał przedstawić siebie pod postacią chrześcijańskiego świętego, jak chociażby św. Franciszek z Asyżu. Nie bez powodu malarz dodał do wizerunku cudzołożnicy na obrazie znajdującym się w kolekcji Palazzo Bianco w Genui (Musei di Strada Nuova, nr inw. PB 2071, obraz ofiarowany przez Giovanniego Battistę Gnecco w 1928 roku) fryzurę, modną pod koniec XVI wieku. Obraz jest sygnowany i datowany (IACOBVS PALMA. FECIT / 1599) i wraz z odpowiednikiem (nr inw. PB 2072) dotarł do Genui prawdopodobnie już w 1599 roku, być może nawet na zamówienie genueńskich mecenasów (dzieła weneckiego mistrza są poświadczone w mieście w pierwszych dekadach XVII wieku). Kobieta przedstawiona jako cudzołożnica mogła zatem być szlachcianką, która zamówiła obraz, lub stanowić ogólne odniesienie do słynnych weneckich kurtyzan. Około 1630 roku malarz z Pesaro, Simone Cantarini (1612-1648), namalował duży obraz Madonna z Dzieciątkiem w glorii ze świętą Barbarą i świętym Terencjuszem do ołtarza kościoła San Cassiano w Pesaro, gdzie został ochrzczony w 1612 roku (obecnie w Galerii Narodowej Marchii w Urbino, nr inw. Reg. Cron. 6002). Podobiznę świętego Terencjusza (Terentius, Terenzio), patrona Pesaro, uważa się za autoportret malarza (wg „Simone Cantarini: detto il Pesarese ...”, Andrea Emiliani, Anna Maria Ambrosini Massari, s. 85). Autoportret Petera Paula Rubensa jako świętego Jerzego i jego dwóch żon jako świętych kobiet u jego boku (w tym najprawdopodobniej Isabelli Brant jako półnagiej Marii Magdaleny) na obrazie Matki Boskiej ze świętymi namalowanym przez Rubensa około 1639 r. do jego kaplicy grobowej w kościele św. Jakuba w Antwerpii (wg „Twelve Etched Outlines Selected from the Architectural Sketches ...” Charlesa Wilda, s. 2), potwierdza utrzymującą się dużą popularność portretów w przebraniu w okresie baroku w Europie. Fakt, że rzymska kurtyzana Fillide Melandroni (1581-1614) jest uznawana za twarz trzech słynnych dzieł Caravaggia - Świętej Katarzyny, Świętej Marii Magdaleny i Judyty odcinającej głowę Holofernesowi, również obrazuje moralność tego okresu.

Barokową malarką, która często używała przebrania w swoich autoportretach i nadawała swoje rysy postaciom biblijnym i mitologicznym, a także świętym chrześcijańskim, była Artemisia Gentileschi (1593-1654). Wierna dawnej tradycji, przedstawiła siebie jako świętą Katarzynę (lub inną męczennicę w pomniejszonej wersji) na czterech autoportretach namalowanych w latach 1615-1619 (kolekcje prywatne, National Gallery w Londynie, nr inw. NG6671 oraz Galeria Uffizi, nr inw. 1890, 8032), namalowanych razem z autoportretem jako grająca na lutni (Wadsworth Atheneum Museum of Art, nr inw. 2014.4.1). Za autoportret uważa się również podobiznę Marii Magdaleny z około 1620 roku z aureolą wokół głowy i lustrem (Pałac Pitti we Florencji, nr inw. 1914, 142). Dwie wersje Judyty ścinającej głowę Holofernesa, pochodzące z około 1612-1613 roku (Muzeum Capodimonte w Neapolu, nr inw. Q 378) i około 1620 roku (Galeria Uffizi, nr inw. 1890, 1567), uważa się za przedstawiające Artemizję jako biblijną Judytę, a jej mentora, Agostino Tassiego, osądzonego i skazanego za gwałt na niej, jako Holofernesa. To samo dotyczy Lukrecji, pochodzącej z około 1623-1625 roku (kolekcja prywatna w Mediolanie). Niewątpliwie przedstawiła siebie również jako mitologiczną Danae na obrazie z 1612 roku (Muzeum Sztuki w Saint Louis, nr inw. 93:1986) oraz jako Kleopatrę (kolekcja prywatna w Mediolanie), również przypisywaną jej ojcu, Orazio Gentileschi (1563-1639). Rysy jej twarzy można rozpoznać także na obrazie Maria Magdalena w ekstazie z lat 1620-1625 (kolekcja prywatna).

Artemisia użyczyła również swoich rysów twarzy Madonnie karmiącej Dzieciątko (Virgo Lactans, Madonna del Latte), którego to przedstawienia Sobór Trydencki (1545-1563) odrzucił ze względu na skromność, ponieważ karmienie piersią wymagało ukazania piersi Matki Boskiej. Obraz ten, datowany na około 1609-1610 rok, został nabyty w 2024 roku przez Fundację Marii Cristiny Masaveu Peterson (FMCMP) w Madrycie.

Jedynym możliwym wyjaśnieniem bardzo charakterystycznych rysów Chrystusa na kilku obrazach ojca Artemizji, Orazio, a także jego podobieństwa do rysów twarzy córki (zwłaszcza bardzo charakterystycznego kształtu ust), jest to, że nadał on swoje rysy twarzy Zbawicielowi. Jest to szczególnie widoczne w Chrystusie niosącym krzyż, datowanym na około 1605/1607 rok (Kunsthistorisches Museum w Wiedniu, nr inw. GG 1553), Chrzcie Chrystusa, namalowanym w 1607 roku (Santa Maria della Pace w Rzymie), a zwłaszcza w caravaggiowskim  Chrystusie błogosławiącym, z inskrypcją PAX IN VIRTVTE („Pokój tkwi w cnocie”), pochodzącym z początku XVII wieku (kolekcja prywatna). Święta Maria Magdalena w Chrystusie niosącym krzyż jest zatem kryptoportretem Artemizji.

Znaczące spojrzenie Madonny i jej charakterystyczne rysy na obrazie Antoona van Dycka „Opat Scaglia adorujący Madonnę z Dzieciątkiem” przesądzają o uznaniu tego wizerunku za kryptoportret (National Gallery w Londynie, nr inw. NG4889). Zaproponowano wiele kandydatek, ale najbardziej przekonującą jest Marie-Claire de Croÿ (1605-1664), księżna Havré, ponieważ twarz Madonny jest niemal identyczna z twarzą na jej portrecie pędzla van Dycka, znajdującym się obecnie w Fine Arts Museums of San Francisco (nr inw. 58.43). „W każdym razie obecność ukrytego portretu w obrazie o charakterze dewocyjnym nie jest dla Van Dycka niczym niezwykłym. Na początku swojej kariery stworzył on serię obrazów przedstawiających św. Sebastiana, na których sam artysta pojawia się w przebraniu męczennika, a według Belloriego, w ołtarzu beginek z Antwerpii, Van Dyck „uczynił twarz Magdaleny portretem własnej siostry” (wg „Van Dyck: Anatomy of Portraiture” Stijna Alsteensa, Adama Eakera, s. 116-117). Do oczywistych autoportretów jako św. Sebastian należą obrazy w Alte Pinakothek w Monachium (nr inw. 607) i w Królewskim klasztorze San Lorenzo de El Escorial, namalowane prawdopodobnie we wczesnym włoskim okresie twórczości malarza (rysy twarzy są podobne na autoportretach w Metropolitan Museum of Art, nr inw. 49.7.25, i w Ermitażu, nr inw. ГЭ-548).

Obrany król Jan III Sobieski (od 1674) świadomie organizował opinię europejską, zlecając odpowiednie dzieła, obrazy i ryciny w kraju i za granicą, w Niderlandach, Flandrii, Paryżu i we Włoszech (dzieła Romeyna de Hooghe, Reiniera de la Haye, Caspara Netschera, Prospera Henricusa Lankrinka, Ferdinanda van Kessel, Adama Fransa van der Meulen, Jana Fransa van Douven, warsztatu Pierre'a Mignarda i Henri Gascara, Jacques'a Blondeau, Simona Thomassina, Giovanniego Giacomo de Rossi, Domenico Martinelli). Znakomite rzeźby zamawiano także za granicą, jak posągi dłuta flamandzkich rzeźbiarzy Artusa Quellinusa II i jego syna Thomasa II oraz Bartholomeusa Eggersa (Pałac w Wilanowie i Ogród Letni w Sankt Petersburgu, wywiezione z Warszawy w 1707 r.), biżuterię w Paryżu (diament Sobieskich), a srebra w Augsburgu (dzieła Abrahama II Drentwetta, Albrechta Billera, Lorenza Billera II i Christopha Schmidta).

Budowę swojej podmiejskiej rezydencji, wzorowanej na willi Doria Pamphili w Rzymie, Sobieski powierzył Augustynowi Wincentemu Locciemu, synowi włoskiego architekta Agostino Locci. W dekoracji rezydencji i gloryfikacji monarchy, jego żony i Rzeczypospolitej brali udział najlepsi krajowi i zagraniczni artyści, architekci i naukowcy.

Inwentarz wspaniałego Pałacu Krasińskich w Warszawie z 1713 r., zbudowanego w latach 1677-1683 dla wojewody płockiego Jana Dobrogosta Krasińskiego, według projektu Tylmana Gamerskiego (Tielmana van Gameren), wymienia „Konterfekt Rembrandta orginał w ramie białej” („Wtóra skrzynia w której obrazy N° 2”, poz. 3), pośród pejzaży holenderskich („Lanczawt”), „Obraz holendra z holenderką w czarnej ramie” (poz. 13), „Lanczawt Wenery z Kupidynem w ramie złotej” (poz. 16), „Obraz białej głowej nagi swywolnej, z malowa­nia Koredziego [Correggio]” (poz. 35), włoskie obrazy religijne, „Obraz faryzeuszów strofujących niewiastę Dürera [najprawdopodobniej Chrystus i cudzołożnica z portretem historié Laury Dianti - porównaj z obrazem w Alte Pinakothek w Monachium, nr inw. 1411] w czarnej ramie w swym puzdrze”, dwa małe obrazy przedstawiające Galateę autorstwa Annibale Carracci („Item obrazy różne stojące i na ścianach”, poz. 1-2), „Obraz królów Władysława i [Jana] Kazimierza z Ludo­wiką [Marią], kopia” (poz. 3), być może kopia portretu historié w przebraniu bogów rzymskich, namalowanego przez Justusa van Egmont dla królowej Ludwiki Marii Gonzagi w Paryżu w 1650 r., „Portret in profilo króla Kazimierza” (poz. 9), „Obraz Wenery alias jakiejś białej głowy nagiej” (poz. 10), „Obraz Herodyanny z głową Ś. Jana” (poz. 11), „Portret duży króla Kazimierza” (poz. 12), „Obraz wielki i piękny originał Rubensów, hi­storya ryby złapanej, w której naleziony pieniądz na zapłacenie poboru [Cud ryby z monetą w pyszczku]” (poz. 34), być może inna wersja dzieła znajdującego się obecnie w National Gallery of Ireland (NGI.38) oraz „Obraz trzech królów [Pokłon Trzech Króli], originał Inderlański [niderlandzki] piękny” (poz. 36, por. „Inwentarze pałacu Krasińskich później Rzeczypospolitej” Ignacego Tadeusza Baranowskiego, s. 36. 5-8, 13-14). Wydaje się, że żaden z wymienonych obrazów nie przetrwał burzliwych dziejów Warszawy. Trudno więc dziś określić wiarygodność tego inwentarza, jednakże zawarte w nim nazwiska wskazują, że wiele z tych obrazów było oryginałami lub dziełami sygnowanymi. Charakter obrazów, porównywalny z tymi znanymi z wcześniejszych inwentarzy, wskazuje, że Krasiński nabył je na terenie Polski-Litwy.

Inwentarz Galerii Obrazów Pałacu Radziwiłłów w Białej Podlaskiej, zwanej Radziwiłłowską (Alba Radziviliana), z 18 listopada 1760 r., daje ciekawy wgląd w jakość i różnorodność zbiorów malarstwa I Rzeczypospolitej. Pałac został zbudowany przez Aleksandra Ludwika Radziwiłła (1594-1654), marszałka wielkiego litewskiego po 1622 roku na miejscu dawnych drewnianych dworów. Inwentarz wymienia 609 pozycji głównie obrazów religijnych i mitologicznych, z których nic nie zachowało się w Białej: (52) Obraz Dyanna [Diana] na Blasze Malowany z dwoma Strzałami bez Ram, (53) Obraz Adonisa na Szkle Malowany, śpiący z Boginią Herą [Wenus i Adonis] w Ramkach Pozłocistych, (84) Obraz Dyanny Polowanie, na Desce Malowany w Ramach Pozłocistych, (113) Wenus leżący na Łóżku śpi, bez Ram, (117) Twarz Pallady [Ateny] malowana na Płótnie bez Ram, (128) Wenus Stojąca w Wodzie [Narodziny Wenus], Malowana na Blasze Miedzianej w Ramkach Pozłocistych, (157) Portreta Króla Zygmunta Jagiełły y Xże WXLit [Zygmunta I] na Blasze bez Ram, (158) Portret Króla Zygmunta Polskiego i Szwedzkiego [Zygmunta III Wazy], [...], na Blasze Malowany bez Ram, (165) Portret Henryka Helezjusza [Henryka Walezego], Króla Galiley i Polskiego Książęcia WL° na Blasze Miedzianej Malowany w Ramach, (166) Portret Stefana króla Batorego na Blasze Malowany w Ramach Czarnych, (181) Dyanna Trąbkę trzymająca w ręku, na Płótnie malowana w Ramach Pozłocistych Starych, (192) Historia Wulkan i z Wenusem, na Płótnie Malowana, bez Ram, (193) Historia Druga, także Wenusa, także z Wenusem z Wulkanem, Sztuka duża na Płótnie Malowana, bez Ram, (206) Portret Męski, Malowanie Rubensa, na Płótnie w Ramach Czarnych, (210) Obraz Baceby w łaźni [Batszeby w kąpieli], na Płótnie Malowany bez Ram, (213) Obraz Lukrecji, wyrażający, z puginałem, na Płótnie Malowany Sztuka Przednia, bez Ram, (217) Obraz Herodianny [Herodiady] z Głową św. Jana, na Płótnie Malowany bez Ram, (224) Obraz Herkulesa, na Płótnie Malowany bez Ram, (233) Obraz Wenus spuszczająca się z obłoków, na Płótnie Malowany Sztuka duża bez Ram, (234) Obraz Lukrecyi Puginałem przebitej, na Płótnie Malowany bez Ram, (235) Obraz Wenus Nago leży z Kupidynem, na płótnie Malowany, bez Ram, (258) Historia Wenus z Adonisem, sztuka duża, na Płótnie Malowana bez Ram, (259) Portret Rycerza, Cała Osoba Malowana, Rabefso [Rubens?] na Płótnie bez Ram, (283) Obraz Bachusa, na płótnie Malowany bez Ram, (284) Obraz Judytch [Judyta], na płótnie Malowany bez Ram, (296) Obraz Lukrecji na Desce Malowany bez Ram, (302) Osóbka w pół naga Malowana na Płótnie bez Ram, (303) Lukrecja Medytująca na Płótnie Malowana bez Ram, (335) Landszaft [Krajobraz] z Karłami i Owocami, na Płótnie Malowany, (336) Landszaft Dyanna Konaiąca z infami [Krajobraz z umierającą Dianą i nimfami], na Płótnie, (348) Sztuka Wenusa nago śpiąca, na płótnie malowana bez Ram, (349) Sztuka Adonisa z Wenusem delektująca się na Płótnie Malowana bez Ram, (376) Obraz Wenus z Kupidynem i Zefiriusz z Hetką [najprawdopodobniej homoerotyczny Zefir i Hiacynt] Sztuk dwie pod jedną Miarą i N° na Płótnie Malowany bez Ram, (390) Historia Dyanny na którą Deszcz Złoty spada [Danae i Jowisz pod postacią złotego deszczu, być może autorstwa Tycjana lub warsztatu] na Płótnie Malowana bez Ram, (391) Wenus śpiąca na Płótnie Malowana bez Ram, (535) Portretów Różnych Panów... Trzydzieści sześć niejednakowej Miary na Płótnie Malowany bez Ram, (536) Portretów Różnych Panów i Królów nierównej Miary na Płótnie Malowany, (544) Portretów różnych pod jedną Nrą Sztuk dziewiętnaście na Płótnie Malowane, (577) Portret Stefana Batorego, Króla Polskiego na Płótnie Malowany w Ramach Czarnych, (596) Historia Judyta z Holofernesem na Płótnie Malowany w Ramkach Czarnych, (597) Wenery uśpionej na Polowaniu Malowany na Płótnie w Blejtramach, (604) Historia Stej Zuzanny z dwoma Starcami na Desce Malowany w Ramach Czarnych Pozłacanych, (607) Królów Polskich pięćdziesiąt i jeden na Pergaminie Malowane oraz (608) Babka z Pieskiem na Desce Malowane bez Ram (wg „Zamek w Białej Podlaskiej…” Euzebiusza Łopacińskiego, s. 37-47). Przy tak dużej kolekcji trudno było w pełni opisać tożsamość każdej podobizny. Wojenny chaos przyczynił się także do zapomnienia nazwisk modeli i malarzy.

Jest wysoce prawdopodobne, że niektóre sceny mitologiczne w tym inwentarzu to portrety zamaskowane. W XVIII wieku były one nadal popularne, o czym świadczy duży marmurowy posąg Marii Leszczyńskiej (1703-1768), królowej Francji, jako Junony, dłuta Guillaume'a Coustou z 1731 roku (Luwr, nr inw. MR 1813; N 15422) lub portret Giuliany Pubblicola Santacroce jako Lukrecji, namalowany przez Angelikę Kauffmann w 1791 roku (Pałac na Wyspie w Warszawie, nr inw. ŁKr 855). Miniaturowy portret damy o wyrazistych rysach i eleganckiej fryzurze, wykonany w Warszawie w 1791 roku przez francuskiego miniaturzystę Charlesa Bechona (1732-1812), ewidentnie wpisuje się w tę starożytną tradycję kryptoportretów (Muzeum Narodowe w Krakowie, nr inw. MNK III-min-5). Kobieta przedstawiona jest jako naga Wenus rozbrajająca Kupidyna. Prywatny charakter tej miniatury wyjaśnia, dlaczego nie odnotowano nazwiska modelki. Artysta podpisał jednak swoją pracę: Bechon 1791 (po lewej). Miniatura pochodzi ze zbiorów Muzeum Przemysłu Artystycznego w Krakowie, założonego w 1868 roku. Dr Kazimierz Iwanicki (1865-1952), również w Krakowie, posiadał podobną miniaturę przed 1939 rokiem: naga Wenus wręczająca strzałę Kupidynowi na tle pejzażu (sygn.: B. 1782, za „Wystawa miniatur na tle wnętrz Pałacu hr. Pusłowskich”, red. Kazimierz Buczkowski, Zofia Przeorska-Exnerowa, s. 54, poz. 231 i 233). Bechon jest również autorem pięknego, bardzo portretowego obrazu „Leżąca Wenus z małpką i amorkiem” (Muzeum Narodowe w Warszawie, nr inw. Min.539 MNW, sygnowany w lewym dolnym rogu: inve et fait par Ch. Bechon / à Varsovie 1796). Malarz pracował głównie dla zamożnych arystokratów i osób z otoczenia dworu królewskiego ostatniego obranego monarchy I Rzeczypospolitej, Stanisława Augusta Poniatowskiego.

​Przed I wojną światową w kolekcji wspaniałego barokowego Zamku w Podhorcach koło Lwowa na Ukrainie, należącego do rodzin Koniecpolskich, Sobieskich, Rzewuskich i Sanguszków, znajdował się obraz Rembrandta na płótnie przedstawiający „Chrystusa Pana i Marię Magdalenę” oraz niesprecyzowana kopia dzieła Rembrandta namalowana na desce (wg „Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej” Romana Aftanazego, tom 7, s. 479). W 1842 roku w pałacu Tyzenhauzów (Tiesenhausen) w Postawach na Białorusi znajdowały się „Narodzenie Pana Jezusa przez Brammera [Leonaerta Bramera], ucznia Rembrandta. Krawędzie dziwnie oświecone, sprzęty domowe, osobliwie miednica z rzadką doskonałością oddane!”, „Głowa mężczyzny, szkoły Rembrandta” oraz „Madonna Szymona Vouet” (wg „Galeria obrazów Postawska” Aleksandra Przezdzieckiego, s. 198-199, poz. 13, 17, 25).

Chociaż niektóre obrazy wcześniej uważane za oryginały Rembrandta są obecnie uważane za dzieła jego naśladowców, liczba tych dzieł, pomimo ogromnego zniszczenia historycznych zbiorów Sarmacji, świadczy o jego wielkiej popularności w Polsce-Litwie-Rusi. I tak katalog galerii Józefa Maksymiliana Ossolińskiego (1748-1826) w Warszawie, sporządzony przez Constantino Villaniego w 1817 r., wymienia siedem obrazów Rembrandta lub jego szkoły (nr 32, 225, 265, 280, 320, 357, 409). Kilka dzieł przypisywanych Rembrandtowi wyemigrowało w 1851 roku ze zbiorów Mniszchów w Wiśniowcu do Paryża, a w 1915 roku „Sokolnik” przypisywany Rembrandtowi spłonął w Pałacu Miączyńskich w Satyjowie koło Dubna na Ukrainie (wg „Rembrandt w Polsce” Michała Walickiego, s. 333). „Matka Rembrandta”, wspomniana w przewodniku po Pałacu w Wilanowie z 1934 roku, była uważana za oryginał holenderskiego malarza z około 1632 roku („Zbiory wilanowskie: przewodnik”, s. 17, 26, Biblioteka Narodowa, I 507.327 A). Obraz ten był eksponowany w „Gabinecie Rembrandta” w pałacu wraz z innymi obrazami holenderskimi z kolekcji Branickich. To niewielkie dzieło pochodziło z kolekcji Potockich w Rosi koło Grodna (wg „Wilanowskie muzeum w czasach Branickich” Tomasza Igrzyckiego, cz. 2). Majątek Roś początkowo należał do rodziny Chodkiewiczów, od XVI wieku, a później do rodziny Potockich, od XVIII wieku. Obraz prawdopodobnie zaginął w czasie II wojny światowej. Według Michała Walickiego (1904-1966) dzieło to mogło być odpowiednikiem portretu matki Rembrandta, wymienionego w inwentarzach Galerii Branickich w Białymstoku w 1771 roku, i raczej dziełem naśladowcy mistrza, prawdopodobnie Christiana Wilhelma Ernsta Dietricha (1712-1774). Obraz był wersją kompozycji namalowanej kilkakrotnie przez ucznia Rembrandta Gerrita Dou (1613-1675), „Stara kobieta z księgą”, której kopie znajdują się obecnie w Gemäldegalerie Alte Meister w Dreźnie (nr inw. Gal.-Nr. 1720) i w Muzeum Mimara w Zagrzebiu (nr inw. ATM 714). Dobra kopia obrazu Mężczyzna w stroju orientalnym (król Ozjasz dotknięty trądem), prawdopodobnie autorstwa Dou, kopia obrazu Rembrandta z około 1639 roku, nadal znajduje się w Wilanowie (nr inw. Wil.1718), a tę samą starą kobietę w modlitwie można zobaczyć na obrazie pędzla Dou z kolekcji króla Stanisława Augusta Poniatowskiego (1732-1798), obecnie w Muzeum Narodowym w Warszawie (nr inw. M.Ob.553 MNW).

Podobnie jest z obrazem Zachariasz w świątyni, dawniej przypisywanym Rembrandtowi, a obecnie Janowi Lievensowi, przechowywanym w Zamku Królewskim na Wawelu (nr inw. ZKnW-PZS 1188). Pochodzi on z kolekcji Czosnowskich i według rodzinnej tradycji był darem hrabiego Franciszka Stanisława Potockiego (1788-1853). Johann III Bernoulli (1744-1807) wspomniał o podobnym obrazie w kolekcji ojca Franciszka Stanisława, Wincentego Potockiego (zm. 1825/1826) w Warszawie w 1778 r. (Ein Priester die Messe lesend, von Rembrand, sehr schön). Obraz ten został prawdopodobnie skopiowany przez Jean-Pierre'a Norblina de La Gourdaine'a (1745-1830) na rycinie z 1781 roku. Jedna z owych rycin, która znajdowała się w kolekcji Potockich w Krzeszowicach, była podpisana: Rembrandt p. 1644. Norblin d. 1781 (wg „Nieznany obraz przypisywany Rembrandtowi” Zygmunta Batowskiego, s. 45-46). Nie można zatem wykluczyć, że oryginalny obraz Rembrandta z 1644 roku i jego kopia autorstwa Lievensa znajdowały się w Polsce.

Katalog Galerii Obrazów Domu Stanów Śląskich we Wrocławiu z 1863 roku wymienia obraz Rembrandta Wielkoduszność Scypiona wśród obrazów z kolekcji Karla Daniela Friedricha Bacha (1756-1829) przekazanych Galerii Obrazów (Scipio Africanus, der einen gefangenen Carthager die Braut zurück giebt, von Rembrandt van Ryn, poz. 57), a także „Portret nieznanego mężczyzny. W stylu Rembrandta” (Bildniss eines Unbekannten. In der Richtung Rembrandts, poz. 55). Obraz Wielkoduszność Scypiona, przechowywany w Muzeum Narodowym we Wrocławiu (nr inw. MNWr VIII-2623), jest obecnie uważany za dzieło naśladowcy Rembrandta, Jacoba Willemsz. de Wet. W jego zbiorach znajdowało się również dzieło Tycjana (poz. 46) i jedno Cranacha (poz. 58, obecnie w Muzeum Narodowym w Warszawie, nr inw. M.Ob.836 MNW, za „Katalog der Bilder-Galerie im Ständehause zu Breslau”, s. 14). Bach pracował dla znaczących kolekcjonerów i mecenasów, takich jak Józef Maksymilian Ossoliński (1748-1826) i Jan Potocki (1761-1815) w Warszawie, jednak wcześniejsze pochodzenie tych dwóch obrazów nie zostało ustalone, więc mógł je również nabyć gdzie indziej.

Bardzo interesująca w kontekście sarmackich rembrandtianów, a także zapomnianych portretów, jest opowieść zawarta w autobiografii dr. Stanisława Morawskiego (Stanislovas Moravskis, 1802-1853), wydanej w Warszawie w 1924 r. pod tytułem „Kilka lat młodości mojej w Wilnie (1818-1825)”: „W 1830 r., będąc wysłany z rozkazu cesarza jmci do południowej Rosji z ministrem wewnętrznych interesów, w czasie grasującej tam cholery, jadąc z Saratowa do Symbirska i Kazania, zajechaliśmy po drodze do miasta Wołżska nad Wolgą. Bogaty astrachański kupiec, mający dom w Wołżsku, niejaki Sapożnikow [Aleksiej Pietrowicz Sapożnikow (1786-1852)] dawał nam tam paradne śniadanie. Wszystkie wymysły gastronomji tamtejszej, tatarsko-rusko-europejskiej, były użyte. [...] Ja jeść nie mogłem, bo mnie nęciły prześliczne Rembrandty, w wielkiem mnóstwie rozwieszone po ścianach. A co większa, wszystkie prawie były portretami naszych Polaków. Polskie portrety i bogata kolekcja Rembrandtów na pustyni, obok koczowisk kałmuckich! Któżby się w takim razie bawił żołądkiem?!

Uprzejmy Sapożnikow, równie jak wszyscy ruscy kupcy gościnny, coraz to do mnie z wymówką, że nie jem, podbiegał. Raz mu tedy powiedziałem: "Będę jadł i zjem nawet wszystko, co masz na stole, kiedy mnie powiesz, skąd masz te obrazy?" Brodacz oświecił mnie, że to są obrazy, złupione w 1794 roku w Polsce, w Nieświeżu [Białoruś] i po innych pańskich domach. Że ofiarowane były przez generałów rosyjskich Zubowowi, że ten darował je siostrze swojej, pani Zerebcow i jej mężowi. Ze nakoniec, kiedy Żerebcowowie potrzebowali pieniędzy, Sapożnikow, potrzebując ich znowu pomocy, kupił u nich tę całą galerję i w domu swoim w Wołżsku umieścił. Takim sposobem najbogatszy może na świecie zbiór portretów Rembrandta, przedstawiający fizjonomje dawnych polaków, znalazł się u kacapa, śród dzikich stepów nad brzegiem Wołgi!” (wg „Kilka lat młodości mojej w Wilnie ...”, s. 275-276).
Zniszczenie
Wiele cennych dzieł sztuki w Polsce i Litwie zostało zrabowanych lub zniszczonych podczas najazdów w XVII, XVIII, XIX i XX wieku. W wyniku wojen kraj znacznie zubożał, dlatego cenne i ruchome dzieła sztuki sprzedawano, zwłaszcza te, których historię zapomniano. Pod koniec XVIII wieku, podobnie jak sam kraj, Polska-Litwa prawie całkowicie zniknęła z historii sztuki europejskiej. Zbiory sztuki były konfiskowane w okresie zaborów - po upadku powstania kościuszkowskiego w 1794 r. (zwłaszcza polskie klejnoty koronne), listopadowego w latach 1830-1831 i styczniowego w latach 1863-1864. Aby zabezpieczyć swój dobytek, wielu arystokratów przenosi swoje kolekcje za granicę, zwłaszcza do Francji. Gdy w 1939 roku wybuchła II wojna światowa, arrasy jagiellońskie zamówione we Flandrii przez króla Zygmunta II Augusta i odzyskane ze Związku Radzieckiego w latach 1922-1924, przewieziono przez Rumunię, Francję i Anglię do Kanady - powróciły one do Polski w 1961 roku.

System elekcyjny Rzeczypospolitej także sprzyjał odpływowi dzieł sztuki z kraju. Obrazy i inne kosztowności z królewskiej kolekcji, która przetrwały potop (1655-1660) zostały przewiezione do Francji przez króla Jana II Kazimierza Wazę (1609-1672), który abdykował w 1668 roku i przeniósł się do Paryża. Wiele cennych dzieł odziedziczyła Anna Gonzaga (1616-1684), księżna Palatynatu, zmarła w Paryżu. Królowa Bona Sforza (1494-1557) przeniosła swoje kosztowności do Bari we Włoszech, królowa Katarzyna Habsburżanka (1533-1572) do Linzu w Austrii, a królowa Eleonora Wiśniowiecka (1653-1697) do Wiednia. Królowa Maria Kazimiera Sobieska, z pochodzenia francuska, i jej synowie przewieźli swoje zbiory do Rzymu i Francji, a monarchowie elekcyjni z dynastii saskiej w XVIII wieku przenieśli wiele przedmiotów do Drezna. Ostatni monarcha Rzeczypospolitej, Stanisław II August, abdykował w listopadzie 1795 r. i część swoich zbiorów przeniósł do Petersburga.

Ludzie, którzy współpracowali z najeźdźcami, również znacząco przyczynili się do zniszczenia i zapomnienia dziedzictwa XVI- i XVII-wiecznej Sarmacji. Szczęśliwie ocalały z pożaru w listopadzie 1944 roku, podczas zniszczenia Warszawy przez wojska niemieckie, rękopis nr 66, zachowany w zbiorach Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego pod tytułem „Sprawy szwedzkie za Jana Kazimierza”, zawiera różnorodne zbiory z lat 1639-1666, w tym opisy ataków na portrety polskich monarchów.

Po otrzymaniu wiadomości o rychłej pomocy ze strony wojsk siedmiogrodzkich, mieszkańcy Krakowa urządzali uczty. Podczas libacji strzelano podobno do portretu Jana Kazimierza: „przez całe oblężenie [...] bywały Konsultii pijatyki za zdrowie szwedzkie, tak lutrzy [luteranie], jako i mieszczanie pewni żarty rozmaite, a osobliwie z Króla Jegomości Kazimierza, albowiem do obrazu jego jako do celu strzelano, także i królowej Jejmości [Ludwiki Marii Gonzagi] i ś[w]. pamięci króla Władysława; te obrazy były w kamienicy P. Tęczyńskiego, kędy było obrazów wiele senatorskich i inszych wielkich panów, którym oczy, gęby, ręce postrzelali, szablami posiekli”. Podczas szwedzko-siedmiogrodzkiej okupacji Krakowa (od końca marca 1657 r.) w rezydencji Abrahama Usierta, krakowskiego kupca słowackiego pochodzenia, miały mieć miejsce akty wymierzone przeciwko portretom monarchów. Najbogatsi krakowscy mieszczanie (oprócz Usierta także Łukasz Borzycki, Rażmowski i burmistrz Reinkier) zapraszali na bankiety dowódców siedmiogrodzkich (węgierskich), gdzie wyszydzano polską parę królewską, rozgłaszano obsceniczne paszkwile i rytualnie niszczono portrety władców: „u tego Usierta gdy pili Węgrzy postawił im Obraz Królewski, do którego sam naprzód strzelał, a potym wszyscy; potym upiwszy się wrzucił go do locum secretum [latryny]. Także u Rożnowskiego będąc na bankiecie, Górski, Sławiński, wójt wielicki Reynekier, Lechman uczynili sobie rekreację: obrazy Króla Jegomości i Królowej Jejmości [oraz] świętej pamięci Króla Władysława porąbali i do nich strzelali na ścianie, na ostatek oddarłszy od ściany oknem na ulicę powyrzucali”.

Innym razem krakowski mieszczanin nazwiskiem Górski (Gurski) „sprawił bankiet na komnatach swoich, kędy popiwszy się strzelali do obrazów królewskich [...] to się działo na Kazimierzu, w kamienicy Winiarskiego”. Według autora relacji, w siedzibie szwedzkiego namiestnika Krakowa Paula Würtza (1612-1676), w kamienicy pod Ewangelistami (Lanckorońskich, Rynek Główny 21), mieszkańcy Kazimierza pochodzenia żydowskiego uczestniczyli w obrzędach skierowanych przeciwko wizerunkom królewskim: „Wyjąwszy Daniel szpadę pił do obrazu, a potym wypiwszy rzek[ł]szy, od urodzenia [genitaliów?] ciął obraz przez gębę, a Żydzi przed nim tańcowali i witali on obraz i plwali na niego. Wziąwszy noża Żyd Aaron Sendyk onym obrazom oczy powyrzynał, także i drudzy wszyscy uszy, nosy, ręce urzynali. Na ostatek Daniel oddarł od ściany obadwa te obrazy i deptali je nogami, które wziąwszy Żyd Aaron wrzucił in locum secretum”. Wydarzenia te historycy rozpatrują w szerszym kontekście rozprężenia związanego ze splądrowaniem Krakowa, ówczesnej stolicy Korony, a szerzej - grabieży całego kraju przez najeźdźców, którzy deklarowali, że zniszczenia dokonywali aby „wieczną pamięć i ślad po sobie zostawić” (za „Obraz Króla Jegomości szablami posiekli ...” Jacka Żukowskiego, s. 68-69). Możemy być niemal pewni, że wiele arcydzieł takich malarzy jak Peter Paul Rubens, Pieter Claesz Soutman, Bartłomiej Strobel, Pieter Danckerts de Rij, Frans Luycx, Justus van Egmont i Daniel Schultz, którzy – według wiedzy sprzed powstania tego bloga – malowali polskich Wazów, zostało zniszczonych lub splądrowanych podczas potopu i innych najazdów.​

Należy również zauważyć, że gdy skarby Najjaśniejszej Rzeczypospolitej (Serenissima Respublica Coronae Regni Poloniae Magnique Ducatus Lithuaniae) były rabowane przez różnych najeźdźców, w 1683 r. wojska Rzeczypospolitej pod wodzą wybranego monarchy Jana III Sobieskiego uratowały bogate skarby cesarskie od podobnego losu u bram Wiednia (Odsiecz Wiedeńska lub Bitwa pod Wiedniem). Sto lat później, w latach 1772-1795, Austria była jednym z krajów, które podzieliły Rzeczpospolitą (rozbiory Polski), i Polska zniknęła z map Europy na 123 lata.
Picture
Kolekcja sztuki królewicza Władysława Zygmunta Wazy, przypisywany Étienne'owi de La Hire, 1626, Zamek Królewski w Warszawie.

Comments are closed.
    Picture
    Artinpl jest indywidualnym projektem edukacyjnym szerzącym wiedzę o dziełach sztuki obecnie i dawniej w Polsce. 

    ​© Marcin Latka
    Picture

    Picture

    Kategorie

    All
    Anna Katarzyna Konstancja Waza
    Architektura
    Barok
    Biseksualnosc
    Braz
    Bursztyn
    Gotyk
    I Rzeczpospolita
    Jagiellonowie
    Klejnoty
    Kobierce
    Krakow
    Krolewski
    Lesbianizm
    Leszczynki
    LGBT
    Lublin
    Malarstwo
    Manieryzm
    Niderlandzki
    Palac
    Popiersia
    Portret
    Rekonstrukcja
    Rembrandt
    Renesans
    Rubens
    Rzezba
    Skarby
    Sobieski
    Sredniowiecze
    Tapiserie
    Toskania
    Transwestytyzm
    Tycjan
    Ujazdow
    Warszawa
    Wazowie
    Wettyn
    XVIII Wiek
    XVII Wiek
    XVI Wiek
    XV Wiek
    Zamek Krolewski
    Zawieszenie
    Zlotnictwo
    Zygmunt III Waza

    Archiwum

    January 2026
    July 2024
    April 2023
    May 2022
    March 2022
    February 2022
    August 2021
    March 2021
    August 2020
    December 2019
    September 2019
    July 2019
    April 2019
    October 2018
    September 2018
    August 2018
    September 2015

    Picture
    O autorze ...
Powered by Create your own unique website with customizable templates.
  • Home
  • EN
  • FR
  • PL